Thurston Moore, Adam Gołębiewski, Robert Piotrowicz w CSW

 

IMG_1162

Gdyby podobny koncert miał miejsce w moim mieście dziesięć lat temu, to prawdopodobnie ustawiłbym się w komitecie powitalnym na lotnisku Okęcie, zaproponowałbym, że poniosę gitarę, zaprosiłbym na tradycyjny polski obiad, który sam bym uprzednio przygotował… W roku 2014 po prostu kupiłem bilet i zasiadłem w drugim rzędzie tuż przed nowojorskim mistrzem. Thurston Moore na niemal klubowym koncercie, w duecie z polskim perkusistą – brzmi nieprawdopodobnie, a jednak miało miejsce. Duże brawa za organizację należą się ekipie Powiększenia, które dobitnie udowodniło, że zamknięcie lokalu przy Chmielnej nie podcięło im skrzydeł.

Ciężko mi nie podchodzić emocjonalnie do takich występów. Thurston Moore należy do grona muzyków, których uznaję za ideologicznych ojców mojego gustu muzycznego. Człowiek, który sprawił, że już nigdy nie spojrzałem na gitarę w ten sam sposób. Artysta, poruszający się z wciąż młodzieńczą gracją po terenach awangardowych, improwizowanych i eksperymentalnych, a zarazem znakomity songwriter, autor fenomenalnych kompozycji, które odcisnęły wyraźne piętno na muzyce alternatywnej ostatnich trzech dekad. Kameralny koncert takiej postaci jak Moore w Warszawie, to naprawdę sytuacja ze wszech miar wyjątkowa.
Od 2011 roku, kiedy na fanów Sonic Youth jak grom z jasnego nieba spadła wiadomość o rozstaniu gitarzysty z Kim Gordon, aktywność artystyczna „pierwszej pary” muzyki alternatywnej bynajmniej nie osłabła. Wręcz przeciwnie – w przypadku Moore’a można mówić o drugiej młodości. Muzyk angażuje się w bardzo dużą ilość projektów o sporej różnorodności stylistycznej, a wysoki poziom artystyczny, który nieustannie utrzymuje, nie pozwala na snucie hipotez o kryzysie wieku średniego. Gitarzysta po prostu robi swoje, a co z perspektywy koncertu w CSW najważniejsze – gra jakby cofnął się w czasie do lat spędzonych w zespole Glenna Branki, czy początków SY. Nie ukrywam – bardzo się cieszę, że występ gitarzysty przybrał właśnie taką bezkompromisową, eksperymentalną formę, że nie było żadnych „klasyków”, czy mizdrzenia się do publiczności. Respekt.

CAM00491
Konfiguracja personalna, w jakiej Moore został osadzony nie zdziwi z pewnością osób, które miały możliwość zobaczenia artystów w Poznaniu podczas festiwalu Transatlantyk, gdzie towarzyszyła im również Yoko Ono. Koncert w Laboratorium CSW był moim pierwszym spotkaniem z Adamem Gołębiewskim na żywo i muszę przyznać, że muzyk zrobił na mnie spore, choć mieszane wrażenie. Sonorystyczne możliwości jakie tworzą perkusyjne blachy i bębny często są przez muzyków niedoceniane. Czasami też bywają doceniane nazbyt. W momentach, kiedy perkusista starał się wybrzmiewać bardziej lirycznie uzyskiwał ciekawe rezultaty, jednak zwykle wymiar czysto fizycznego napierdalania w membrany czym popadnie ucinał te perspektywy. Gołębiewski sprawiał wrażenie osoby szalenie naładowanej energią (prawdopodobnie również presją dzielenia sceny z Moore’m), wydawać by się mogło, że na swoim zestawie skrzesa ogień tylko po to, żeby zaraz później ugasić go własnym potem. Trochę przypominało to pizzę, na której mamy zbyt wiele składników żeby połapać się w ostatecznym smaku, ale możemy się nią najeść (lub przejeść). Z pewnością zabrakło w grze perkusisty niuansowania, lub po prostu luzu, swobody, którymi jego partner emanował. Trochę niewykorzystana szansa biorąc pod uwagę pomysłowość Moore’a.

Gitarzysta miał pod ręką stały arsenał zabawek do preparowania gitary – pałeczkę perkusyjną, śrubokręt, kryształ górski, nawet iPhone’a… Można powiedzieć, że wszystko czego mogliśmy się po nim spodziewać, ale nie zamierzam kręcić nosem. Moore płynnie poruszał się pomiędzy subtelnymi dźwiękami, rozmaitymi modulacjami gitary, a nieposkromioną furią przesterów, sprzężeń, riffów ginących pod intensywnością elektrycznego brzmienia. Pokazał, że jest muzykiem doskonale znającym swój instrument, że potrafi z niego wydobyć dokładnie to, na co ma w danej chwili ma ochotę. Zawsze lubiłem taką grę i owszem, znając muzykę nowojorczyka, właśnie tego mogłem się spodziewać. Thurston Moore wyszedł naprzeciw moim oczekiwaniom, ponieważ nie wyobrażałem sobie po tym koncercie odkrycia Ameryki. Trochę żal, że występ nie okazał się większą niespodzianką, być może gdyby Moore został zestawiony z jakimś innym, bardziej skłonnym do dialogu muzykiem, to wtedy rezultat byłby bardziej zaskakujący? Niemniej sam występ nowojorczyka był dla mnie zdecydowanie satysfakcjonującym doświadczeniem. Mam nadzieję, że ostatnimi czasy rozimprowizowany Thurston będzie odwiedzał Warszawę częściej w podobnym, niezobowiązującym charakterze.

CAM00492
Przyznam się szczerze, że w poniedziałek nie przyszedłem do Laboratorium dla koncertu Roberta Piotrowicza. Muzyk o wyglądzie jamajskiego elfa zaserwował set, w którym nie było specjalnie miejsca na zaskoczenie. Przyznaję, że zajęcie przeze mnie miejsca w bezpośrednim sąsiedztwie głośników było wyborem niemal masochistycznym. Z muzyką, jaką prezentuje Piotrowicz mam mały problem. Wydaje mi się doskonale czytelna, przewidywalna i choć rozumiem i słyszę jej wewnętrzne, aż nazbyt subtelne niuansowanie, to nie wywołuje ona we mnie specjalnej reakcji emocjonalnej. Może być za to pożywką dla wyobraźni: po zamknięciu oczu widziałem kosmicznego hrabiego Draculę, grającego na futurystycznych organach nokturn ku pamięci materii znikającej w czarnych dziurach. Tak czy inaczej dwa koncerty Piotrowicza w odstępie kilku tygodni upewniły mnie, że wystarczy mi tej muzyki na najbliższe kilka miesięcy. Być może to jest właśnie jej realna siła, poza ogłuszającą mocą dźwięku? Z chęcią zobaczyłbym Piotrowicza w wersji unplugged.

Krzysztof Wójcik

PS: Zapraszam do przeczytania mojej recenzji zeszłorocznej płyty Thurstona Moore’a i Johna Zorna.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s