Jacek Mazurkiewicz – 3FoNIA – w Pardon To Tu

Jacek Mazurkiewicz1

Pamiętam jak przed kilkoma miesiącami widziałem koncert Jacka Mazurkiewicza w Eufemii. Wówczas na sali było maksymalnie kilkanaście osób, a kontrabasista znajdował się na etapie pracy nad debiutanckim solowym krążkiem. Występ w Pardonie stanowił część trasy promującej album „Chosen Poems” (o którym więcej w swoim czasie) i był to pierwszy koncert Mazurkiewicza po supportowaniu dwóch występów Swans. Jak widać, nawet na papierze (papierze?) brzmi to dość doniośle.

3FoNIA to projekt, w którym tradycyjne brzmienie kontrabasu jest zaledwie pretekstem do budowania narracji elektroakustycznej. W efekcie akustyczny fundament instrumentalny bardzo często ginie, zaciera się, a dźwięki na żywo samplowane i przetwarzane, ulegają transformacji w futurystyczne formy bliższe noise’u, czy muzyki ambient. Jednocześnie kontrabas i improwizacja w dalszym ciągu są podwaliną estetyki jaką Mazurkiewicz prezentuje. W porównaniu z bardzo dobrym koncertem z Eufemii tym razem narracja artysty była bardziej nieuporządkowana i trochę chaotyczna. Widać było, że momentami brzmienie całości wymyka się i nie idzie do końca po myśli autora, chociaż nieustannie próbował je skrupulatnie porządkować. Elektronika wykazywała nieco mniejszą subordynację niż przed paroma miesiącami – tym razem osmoza pomiędzy nią a instrumentem zachodziła na nieco bardziej szorstkich zasadach. Mazurkiewicz rozpoczynał każdą z dwóch części koncertu wstępem unplugged, po czym miarowo przystępował do preparacji dźwięku, kierowania go na inne tory. Pierwsza połowa dryfowała w stronę ambientalnej psychodelii, dla której momentem kulminacyjnym było wykorzystanie kamertonów podtykanych do mostka instrumentu. Druga część występu upłynęła pod znakiem akustycznie generowanego noise’u, monumentalnej kompozycji „Karkowski” będącej hołdem dla niedawno zmarłego artysty. Utwór jest chyba najlepszym przykładem jak radykalnie w swych eksperymentach Mazurkiewicz jest w stanie się posunąć.

Jacek Mazurkiewicz 3

Był moment podczas pierwszej części występu, kiedy na chwilę zamknąłem oczy. Jak je otworzyłem to na scenie stał tylko kontrabas, Mazurkiewicz zniknął jak Houdini, mimo że zapętlony dźwięk w dalszym ciągu roznosił się po sali. Okazało się, że muzyk zapomniał pałek perkusyjnych i pobiegł po nie na backstage. To była dość symptomatyczna sytuacja dla wieczoru, podczas którego muzyka i pewien rodzaj rozkojarzenia raz dawały efekty znakomite, raz zaskakujące, a kiedy indziej konsternowały i pozostawiały wrażenie nie do końca wykorzystanego potencjału, który gubił się w chaosie. W związku z tym wieczór był interesujący z performatywnego punktu widzenia, natomiast całościowo pozostawił we mnie odczucia ambiwalentne. Niemniej z chęcią wybiorę się na kolejny solowy występ Mazurkiewicza, ponieważ jego artystyczna nieprzewidywalność i nieokrzesanie w połączeniu z bardzo dobrym warsztatem instrumentalnym i eksperymentalnym zacięciem niejednokrotnie dają efekty spektakularne. Póki co najlepszą okazją żeby się o tym przekonać jest album 3FoNII „Chosen Poems”, natomiast na koncertach można spodziewać się niespodziewanego.

Krzysztof Wójcik (((ii)))

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s