Łukasz Rychlicki i Piotr Kurek w Dwa Osiem

Rychlicki_Kurek1

Koncertowy rok 2015 rozpocząłem na Pradze, co w obliczu obecnego rozkładu warszawskiej klubosfery, odczytuję jako znamienną inaugurację. Dwa Osiem przygotowało na początek programu koncertowego duet na gitarę elektryczną i syntezator, a w rolach głównych pojawili się muzycy mówiący własnym, charakterystycznym językiem – Łukasz Rychlicki i Piotr Kurek. Nie ukrywam, że mimo pogody, z dużym entuzjazmem przemierzałem pół miasta w pielgrzymce na Zamoyskiego. Ostatni raz gdy widziałem duet towarzyszył mu jeszcze na perkusji Paweł Szpura i zapamiętałem tamten występ z bardzo dobrej strony. Zupełnie osobną sprawą jest wrażenie jakie robi na mnie muzyka zarówno Kurka (Piętnastka!!!, solo), jak i Rychlickiego (pomijając Kristen, przede wszystkim surowe Lotto oraz drapieżne, choć do tej pory niestety tylko koncertowe trio Free Gate ze Szpurą i Mikołajem Trzaską). Jednym słowem miałem nadzieję na swego rodzaju thursday night fever.

Na deskach dwa wzmacniacze, dwa instrumenty – minimalistyczny obrazek, pięknie prezentujący się na charakterystycznie zarysowanej scenie Dwa Osiem. Rychlicki z Kurkiem na tle czarnej kotary, w szczątkowo oświetlonej scenerii rozpoczęli swoją muzyczną opowieść, spektakl na dwóch aktorów. Atmosfera zaczęła gęstnieć, muzyka potężnieć, wylewać się ze sceny. Kosmiczne partie Kurka, były raczej ascetyczne pod względem melodii, bazowały na ciekawych niuansach na poziomie czysto akustycznych rozwiązań. Swoją drogą nagłośnienie na sali zostało bardzo przyzwoicie zrealizowane. Rychlicki na gitarze wytwarzał podobnie monumentalnie i ciężko brzmiące sekwencje. Instrumenty bardzo prędko zlały się w jedną zawiesistą masę, w której można się było zatopić, ale mogła też przytłoczyć swym ciężarem. Szczerze mówiąc mnie odrobinę zniecierpliwiła statyka, brak zmienności, dominacja dążenia za wszelką cenę do ściany dźwięku. Oczywiście zdarzały się podczas występu ciekawe „pęknięcia” faktury pionu, trzymając się budowlanej metaforyki, niemniej trochę zbyt często poczynania muzyków okazywały się another brick in the wall. Brakowało mi mocno jakiegoś rytmicznego przełamania w powolnej, z lekka ociężałej linearności dźwięków, czegoś co dodawał podczas koncertu w Pardon To Tu w 2014 udział Pawła Szpury. Duet w Dwa Osiem zbyt często mówił jednym głosem.

Rychlicki

Pierwsza, nieproporcjonalnie długa część występu ustąpiła miejsca finałowej sekwencji, podczas której muzyczne języki Rychlickiego i Kurka, zaczynały wypowiadać się bardziej suwerennie. Dzięki temu koncert odwrócił się odrobinę od duetowego, jednolitego monologu, w stronę dialogu, dość szorstkiego, często wychodzącego przy okazji. Na wierzch zaczęły wypływać duże umiejętności Kurka w dziedzinie budowania niepokojąco groteskowego klimatu, również Rychlicki mocniej skupił się na kontrastowaniu i różnicowaniu swoich partii, preparował gitarę. Całość zyskała dużo bardziej interesujący, eksperymentalny charakter. Sądzę, że odwrócenie kolejności prezentowanych setów mogłoby nadać wieczorowi ciekawszą dramaturgię.

Kurek

Oczywiście tego typu wniosek jest bujaniem w przypuszczeniach, bo przecież nie mam pojęcia jak wówczas wybrzmiałby dla mnie poszczególne części występu. Jednak finalny wniosek jaki powstał w mojej głowie wychodząc z Dwa Osiem brzmiał: po duecie złożonym z dwóch tak interesujących muzyków spodziewałem się czegoś bardziej hmmm syntetycznego? Dialektycznego w stosunku do brzmienia poszczególnych ogniw? Trzeciego ogniwa? Czegoś o lepiej zaplanowanej, czy zdefiniowanej strukturze? Co prawda nie powinno się chodzić na koncerty z gotowym założeniem, ale raz) ciężko; dwa) wrażenie ostateczne, to i tak jedyne realne, a nie hipotetyczne. Chodzenie bez założenia, też jest pewnym założeniem i koło się zamyka… W tym czysto wrażeniowym świetle koncert Rychlickiego i Kurka był dla mnie rozczarowujący. Chociaż z pewnością nie był to koncert zły, a niektóre momenty miał zdecydowanie intrygujące. Sama, stosunkowo licznie zgromadzona publiczność w Dwa Osiem przywitała muzykę duetu z aplauzem, do którego bardzo chciałem się w pełni przychylić, ale może po prostu byłem już za bardzo zmęczony. Tak czy inaczej ciekawy wieczór!

Krzysztof Wójcik (((ii)))

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s