„Noise clarinet” – Piotr Mełech solo w Mózgu Powszechnym

Piotr Mełech 1

Zacznijmy konfesyjnie. Mam słabość do klarnetu, a klarnet basowy jest dla mnie niekwestionowanym królem klarnetów. Lubię soniczną dwubiegunówkę, ciepło-szorstkie, przeszywająco-delikatne brzmienie tego instrumentu. We właściwych rękach klarnet może być prawdziwie spektakularnym narzędziem muzycznym. Tutaj większy nacisk kładę oczywiście na owe „właściwe ręce”, bo jeśli te mają do czynienia z właściwym instrumentem, to zawsze jest szansa na cuda. W Mózgu solowy program na klarnet i prąd zaprezentował Piotr Mełech, muzyk dotychczas najmocniej związany ze sceną poznańską, a od jakiegoś czasu mieszkający i aktywnie działający w Warszawie. W swojej karierze grywał już z takimi zagranicznymi sławami jak Mats Gustafsson, Clayton Thomas, Fred Lonberg-Holm, czy Michael Zerang. Autorski program nazwałbym raczej rodzajem muzycznego performansu, w którym eksperyment był na pierwszym miejscu, a klarnet jednym z kilku środków artystycznej wypowiedzi.

Piotr Mełech 2

Gdy wszedłem do Mózgu zobaczyłem Mełecha na scenie otoczonego plątaniną kabli, dużą liczbą efektów i rozmaitych elektronicznych zabawek. Ten widok przypominał trochę laboratorium szalonego naukowca. Okazało się, że dopięcie technikaliów trochę potrwa, jednak samo obserwowanie przygotowań można było potraktować jako „odkuchenne” widowisko. Występ poprzedziła projekcja filmu autorstwa Mełecha. Około 10-minutowy obraz rozpoczął się od amorficznych, kolorowych plam, korespondujących z równie  abstrakcyjną muzyką, wypadkową noise’u i ambientu, budowaną na bazie klarnetu i elektronicznych preparacji. Film przeplatały ujęcia realistyczne, przedstawiające żydowski cmentarz. Okazało się, że jest to nekropolia z Lubaczowa, rodzinnej miejscowości artysty ogrodzona blaszanym płotem, którego zbliżenia złożyły się na psychodeliczne ciągi ujęć. Mełech po projekcji w kilku zdaniach opisał genezę powstania filmu jako spontaniczną rejestrację telefonem komórkowym. Miała to być próba przepuszczenia znanych obrazów przez soczewkę artystycznej estetyzacji. Efekt określiłbym jako niepokojący i lekko surrealistyczny. Te pierwiastki dobrze zasygnalizowały dalszy rozwój wypadków.

Piotr Mełech + cień

Noise clarinet… Bardzo trafnie, adekwatnie do rzeczywistości zatytułowane przedsięwzięcie. Instrument  często stanowił dla Mełecha jedynie pretekst do zanurzenia się w elektronicznych eksperymentach, wyjątkowo dobrze funkcjonujących w niewielkiej przestrzeni klubu. Raz były to jednostajne plamy noise’u, kiedy indziej partie bardziej zrytmizowane o różnorodnym, trochę industrialnym brzmieniu. Elektryczna aparatura podłączona do klarnetu ciekawie podkreślała i eksponowała sonorystykę instrumentu, która następnie była przez artystę przetwarzana w dźwięki zupełnie nieprzewidywalne. Niekiedy Mełech w ogóle odkładał dęciak i skupiał się na zabawie efektami. Natomiast gdy sięgał po klarnet basowy koncert przybierał wręcz klasyczne oblicze. Muzyk dysponuje dość rozkołysaną frazą, częstokroć układającą się w melodyczne wariacje. Chyba największe wrażenie wywarła na mnie duża wrażliwość w operowaniu cichymi partiami, którymi Mełech umiejętnie przeplatał wypowiedź na klarnetach. Te subtelniejsze momenty ciekawie kontrastowały z brutlistyczną, agresywną elektroniką. Przypomnijmy – brutalizm architektoniczny kładzie nacisk na przestrzeń, konstrukcję i właściwości materiałów w celu uzyskania formy surowej. Według mnie właśnie taka forma w Mózgu powstała.

Mełech - Kacperczyk

Na bis dołączył do klarnecisty Łukasz Kacperczyk, który wziął na siebie ciężar operowania brzmieniami syntetycznymi, raczej wyciszonymi, nawiązującymi bardziej do ambientu czy kosmische musik. Początkowo Mełech nawiązał z Kacperczykiem elektroniczny dialog, by po chwili sięgnąć po klarnet basowy. Lubię tego rodzaju bisy, które są w zasadzie oddzielnymi mini-programami artystycznymi, które coś wnoszą. Duet zagrał krótko, acz ciekawie, budując powoli narastającą wypowiedź skonstruowaną z wielu mikro-detali. Słychać było, że muzycy wyznają podobną, a w każdym razie komplementarną, filozofię improwizowania. Nic w tym zresztą dziwnego, ponieważ Panowie występują wspólnie w kilku projektach, jak chociażby Cukier, czy ostatnio przeze mnie recenzowane Sounds Of The Night Sky (klik). Na sam koniec klarnet wybrzmiał jeszcze raz samodzielnie i tym samym domknął nieco chaotyczną, lecz zdecydowanie intrygującą całość występu.

Mełech zaprezentował się jako artysta poszukujący, swobodnie operujący kilkoma muzycznymi językami. Niekiedy eksperymenty w łączeniu klarnetu z elektroniką nasuwały mi skojarzenia z Jeremiahem Cymermanem. A to porównanie zdecydowanie pozytywne. Koncert w Mózgu odbieram jako pokaz szerokiego spektrum możliwości i nieskrępowanej wyobraźni. Wydaje mi się, że solowa muzyka Mełecha jest dopiero w procesie krystalizacji. A może właśnie próbuje się tej krystalizacji wymknąć, sytuując się na niezapisanych marginesach wolności i intuicji? Tak czy inaczej otwarte, ryzykanckie podejście Mełecha do tzw. „dźwiękowej materii” zrobiło na mnie wrażenie i z całą pewnością warto śledzić dalszy rozwój wypadków.

Krzysztof Wójcik (((ii)))

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s