Peter Evans Zebulon Trio w Pardon To Tu

Zebulon 1

Od kwietnia ubiegłego roku Peter Evans odwiedził Pardon To Tu już czterokrotnie. Czyli mniej więcej raz na kwartał możemy w Warszawie zobaczyć jednego z najwybitniejszych amerykańskich trębaczy młodego pokolenia. To dla fanów muzyki improwizowanej standardy cieplarniane – doprawdy możemy się czuć jak pączki w maśle. Nie tak dawno temu, bo w marcu Evans wystąpił jako gość Rodrigo Amado Motion Trio i był to koncert fenomenalny (klik). Tym razem przyjechał z własnym zespołem Zebulon Trio, określanym często jako najbardziej jazzowy ze wszystkich projektów trębacza. Na dodatek Zebulon zagrał dwa wieczory z rzędu. Pardon To Tu – twój własny kawałek Nowego Jorku na mapie Warszawy, można by rzec.

Traf chciał, że mogłem przyjść tylko na pierwszy dzień rezydencji i chyba nie było to najgorsze posunięcie, bo z innych relacji wynika, że kolejnego wieczoru trio trochę wytraciło impet. Zresztą czasami po prostu lepiej mniej. Szczególnie w przypadku muzyki tak bogatej i – nie bójmy się tego powiedzieć – wyrafinowanej.

Opisywanie tego typu występów  1:1 – pomijając fakt, że oddanie ich w słowie jest niemożliwe – trochę mija się z celem. A cóż jest celem? Zwrócenie uwagi na fenomen. W związku z tym lepiej zastanowić się jakie wnioski przyniósł wieczór z Zebulonem. Pytanie zasadnicze: co czyni z Petera Evansa artystę, który wyprzedza dziś o kilka długości szeroko rozumianych „innych trębaczy”? Dlaczego każdy występ nowojorskiego muzyka jest wydarzeniem, które tak elektryzuje publiczność i komentatorów?

Peter Evans 1

Oczywiście odpowiedź ma tutaj charakter czysto hipotetyczny, niemniej warto przynajmniej pokusić się o jej udzielenie. Sam zastanawiam się nad tą kwestią ilekroć wychodzę z kolejnych koncertów muzyka. Co się stało z dźwiękami w czasie i przestrzeni? Otóż wszystko rozbija się o ich uporządkowanie, a może bardziej adekwatnie: sposób ich dystrybuowania. Peter Evans jest instrumentalistą-wirtuozem i co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Muzyk opanował grę na trąbce w stopniu tak wysokim, że dla niektórych wręcz niezrozumiałym, jedynie wyczuwanym intuicyjnie. Ale może właśnie nie chodzi o rozumienie, tylko o zaczarowanie zmysłów poza intelektem? Czyli o feeling i flow. Koncert z Zebulonem utwierdził mnie w przekonaniu, że sednem, istotą brzmienia Evansa jest nie tyle perfekcja wykonawcza, czy koncepcyjne zawikłanie kompozycji, ale niesłychana pewność i determinacja, z jaką muzyk przekazuje każdą z fraz. Imponująca swoboda wypowiedzi dzieje się niejako przy okazji. Obserwując Evansa na scenie widać artystę, który doskonale wie co chce przekazać, wykrzyczeć, wypluć przez trąbkę. Muzyk robi to korzystając z ogromnego arsenału swych umiejętności, „właściwości”, spośród których wyobraźnia i odwaga wydają mi się najistotniejsze. Dzięki nim twórczość trębacza jest tak zdumiewająca i uwodzicielska – przekracza granice muzycznej samoświadomości. Evans proponuje słuchaczowi coś więcej, pozwala wyjść poza strefę komfortu, bezpieczeństwa ram konwencji, stylu, instrumentu. Być może właśnie w tym tkwi sedno muzyki free, którą trzeba czuć, a nie można jej się nauczyć… Co do jednego nie mam wątpliwości, w Pardon To Tu zabrzmiał „shape of jazz” na miarę XXI wieku. Myślę, że Ornette Coleman byłby dumny.

 

Jeśli chodzi o sam koncert, to zarówno Kassa Overall na perkusji, jak i John Hébert na kontrabasie tworzyli doskonale stabilny background dla swobodnych popisów Evansa, bezdyskusyjnego lidera. Nie był to absolutnie występ solisty z sidemanami, każdy instrument był niezwykle ważnym ogniwem finalnej konstrukcji ufundowanej na jazzie, lecz w szczegółach zdecydowanie wykraczającej poza gatunek. Highlight, który utkwił mi najbardziej w pamięci – narastający kontrabas muskany smyczkiem i nagłe, przeciągłe, mocarne zadęcie Evansa na piccolo trumpet. Malutki dęciak zabrzmiał niczym syrena okrętowa. Podobnie imponujących momentów była cała konstelacja.

Warto na zakończenie przekazać dobrą nowinę. Trio nagrywa występy podczas aktualnej trasy i prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości efektem będzie kolejna płyta składu Zebulon. I być może jest to najistotniejsze zdanie całego tego tekstu. Tak znakomita muzyka improwizowana powinna być utrwalana i wysyłana w świat. Przyszłość pokaże, że historia jazzu, a w każdym razie imponująca karta jaką zapisuje w niej Peter Evans, rozgrywała się na naszych oczach i uszach.

Krzysztof Wójcik (((ii)))

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Peter Evans Zebulon Trio w Pardon To Tu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s