Ciemne synowskie konszachty / „Orient” na Placu Zabaw

SYNY1

Mocno namieszały Syny w polskiej muzyce ostatnich miesięcy. W „mediach alternatywnych” niewiele było szerzej komentowanych płyt. Pamiętam jak w lutym kliknąłem w wideo do „Stoję„, później w repeat i jeszcze raz repeat, i jeszcze raz… Synom wystarczyła minuta 45 żeby rozpalić ciekawość i mocno zainfekować mózg znakomitym podkładem, dziwacznym tekstem, wyjątkowym flow, surową formą. Od tamtego czasu bacznie śledzę poczynania duetu Piernikowski1988. Kilka dni po pierwszym doświadczeniu „Stoję” nadjechał w całej okazałości „Orient” i rozłożył na łopatki. Z dzisiejszego punktu widzenia mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że debiut Synów to jedno z ciekawszych polskich wydawnictw ostatnich lat. Krążek przede wszystkim bardzo spójny, który broni się konsekwentnie prowadzonym konceptem, niesamowitym klimatem, brudną, duszną estetyką, gdzie słowo w sposób naturalny sprzężone jest z dźwiękiem. Syny to „whole package”. Niewielu krajowych albumów słuchałem w ostatnim czasie z taką regularnością i entuzjazmem. Przegapiłem niestety koncertową premierę „Orientu” w Dwa Osiem, dlatego ucieszyła mnie „wieść last minute” o występie plenerowym na Placu Zabaw (po odwołanych ZS nie uroniłem choćby łezki). Wreszcie nadeszła szansa przekonać się na własne oczy „jak oni robią to, że cisną taki rap”.

Syny2

Przeniesienie Placu Zabaw nad Wisłę w okolice stacji metra to strzał w dziesiątkę. Słuchanie muzyki na żywo z widokiem na mosty, pociągi i jednostajnie płynącą rzekę, nadaje sytuacji koncertowej wyjątkowy klimat (nawet Stadion Narodowy irytuje jakby mniej). A biorąc pod uwagę, że Syny to 110% klimatu, ciężko było o lepsze okoliczności dla zaistnienia ich orientalnej muzyki. I właśnie od numeru „Orient” koncert się rozpoczął – 88 za konsoletą na scenie, Piernik przed sceną, z mikrofonem w ręku, spacerujący to tu to tam, jak bokser w ringu. Moja pierwsza wątpliwość – nagłośnienie – została rozwiana bardzo prędko. Brzmienie Synów było tak dobre jak na płycie, a sytuacja występu na żywo mocno podkręcała ekspresję duetu. I chociaż brudny sound to w zasadzie część ich estetyki, to nie było mowy o odpuszczeniu sobie dobrego nagłośnienia, nadwiślański bulwar wypełniły zawiesiste dźwięki pomorskiego hiphop-dubu. Można się było poczuć trochę jak na mikro-Jamajce.

20150701_125451

Tak jak album utrzymany jest w dość umiarkowanym, transowym tempie, to na koncercie numery trochę szybsze zyskały turbodoładowanie, świetnie w tym kontekście wypadła „Babcia”, „Udar”, „Wkurw”, „Stoję”. Okazało się, że kawałki bardziej pokręcone, połamane jak „Gonię”, „Heavy” albo „Supeł” również mają duży potencjał energetyczny, a teksty Syna Piernikowskiego hipnotyzowały swoją przenikliwą, groteskową logiką, charakterystycznym frazowaniem, rytmem i brzmieniem. 88 pokazał się z dobrej strony jako hypeman Piernika, momenty, w których dopowiadał różne kwestie do mikrofonu ewidentnie napędzały zakapturzonego MC. Tematem na osobny tekst jest spontaniczna synowska „choreografia przypadku”, uchwycona na filmiku poniżej. Piernikowski podczas koncertu zrobił chyba kilka kilometrów. Jednocześnie opcja z jednostajnym chodzeniem wśród publiczności świetnie wpisuje się w klimat muzyki Synów.

Około godzinny występ pokazał jak bardzo zgranym składem są twórcy „Orientu”. Panowie zaprezentowali właściwie cały materiał z albumu (łącznie z większością instrumentali i dwiema wersjami „Wkurwu”). Trochę liczyłem na to, że usłyszę jakieś niepublikowane numery, ale jak się okazało trzeba będzie jeszcze na nie poczekać. Pod koniec koncertu było widać, że jak na razie ograniczony synowski repertuar nie pozwala zagrać duetowi dłuższego show. Może ostatecznie na dobre wyszło – publiczność otrzymała bezkompromisowo wykonaną esencję „Orientu” i pozytywny rodzaj niedosytu. Strasznie jestem ciekaw jak dalej potoczy się twórczość Piernikowskiego i 1988. Cieszę się, że są w Polsce ludzie, którzy robią taki hip hop. Myślę, że koncertem na Placu Zabaw duet przekonał do siebie co po niektórych niedowiarków, z całą pewnością odparł absurdalne zarzuty o rzekomą nieautentyczność – Panowie zagrali z pełnym zaangażowaniem i frajdą. Zresztą do zobaczenia z tym wpisem za parę lat, kiedy „Orient” doczeka się w pełni zasłużonego statusu płyty kultowej. Ja co do tego nie mam żadnych wątpliwości. SYNY pokazały kły.

Krzysztof Wójcik (((ii)))

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s