Rob Mazurek i Chad Taylor – CUD w Pardon To Tu

CUD

Werbalizacja doznania muzycznego, szczególnie gdy jest ono bardzo silne, potrafi osłabić u piszącego czystą, niepokalaną jak Matka Boska, przyjemność emocjonalną, (powiedzmy) pozaintelektualne przeżycie estetyczne. Mam wrażenie, że czasami relacja/recenzja powinna być zamykana jedynie w wyrazach dźwiękonaśladowczych, które odpowiadają stanom euforycznym. Upięcie doświadczenia muzyki w słowach, z perspektywy piszącego, trochę zabija jej magię. Być może właśnie dlatego czasami zwlekam z pisaniem, żeby jeszcze odrobinę dłużej pocieszyć się czystym i nienazwanym. Tego typu odczucia zwiastują problem, biorąc pod uwagę, że „literki o dźwiękach” są solą tego bloga… Cóż, może kolejną recenzję wystękam lub ubiorę w jęki. Ale jeszcze nie teraz, ja i świat nie jesteśmy na to gotowi. Innym razem.

O ile dobrze pamiętam, to wszystko zaczęło się od „Protestu” . Nie koncert w Pardon To Tu, lecz moja prywatna relacja z zespołem Chicago Underground i w ogóle z twórczością Roba Mazurka jako taką. To między innymi odkrywanie dyskografii chicagowskiego kornecisty/trębacza i działalności jego współpracowników, doprowadziło mnie na przestrzeni lat do punktu, w którym zacząłem pisać o muzyce. O takiej a nie innej, choć o innej też piszę wiele…  na dobrą sprawę muzyka programowo inna interesuje mnie teraz chyba najbardziej. I sądzę, że do tej dzisiejszej konstatacji w dużej mierze przyczynił się nie kto „inny” jak Rob Mazurek.

Od kiedy pierwszy raz usłyszałem CUD minęło ładnych parę lat i, jak to się czasami pisze, kariera wielu artystów zdążyła w międzyczasie rozbłysnąć i zgasnąć, bla bla bla. Tymczasem od początków XXI wieku do 2016 roku Mazurek rozwijał swoje dossier w sposób doprawdy spektakularny, przemyślany i dziś jest jednym z najważniejszych muzyków współczesnego jazzu – moim zdaniem (choć z pewnością nie tylko moim). Przez te wszystkie lata, przygody z tropikalną, brazylijską elektroniką, prowadzenie znakomitego big bandu Exploding Star Orchestra, nagrywanie płyt w rozmaitych konfiguracjach i stylach (również z gigantami pokroju Billa Dixona i Roscoe Mitchella), chicagowski trębacz pozostał najbardziej wierny Chadowi Taylorowi. Chicago Underground Duo gra już od bez mała dwóch dekad, co jak na w większości efemeryczne składy jazzowe jest ewenementem. Chociaż nazwanie CUD po prostu „składem jazzowym” zakrawa na mocne uproszczenie… A może właśnie nie? Chciałbym żeby każdy zespół jazzowy grał przez lata na tak wysokim poziomie, by tak odważnie poszerzał granice gatunku, tak ewoluował z płyty na płytę. Byłoby wówczas wkoło strasznie dużo cholernie dobrej muzyki. A i tak jest jej całkiem sporo, tylko trzeba wiedzieć gdzie szukać i więcej słuchać niż czytać.

Lekko ponad rok temu Chicago Underground Duo zagrało w Pardon To Tu, promując wtenczas świeżo wydany album „Locus„. Byłem, słuchałem i pisałem o tym koncercie tutaj (i troch go nagrałem^). Występ tegoroczny jest świetnym przykładem jak muzyka Mazurka i Taylora ulega nieustannej progresji. Pomijając kilka „hitów” z ostatniej płyty (jak „Boss„, czy fenomenalny, narastający „Dante” na bis), wieczór zaprezentował kolejne oblicze formacji, oparte tym razem nieco bardziej o brzmienia akustyczne. Bodaj największym zaskoczeniem było to, że Mazurek niemal połowę koncertu spędził za fortepianem, z którym – śmiem twierdzić – radzi sobie równie dobrze jak z trąbką. Nie na płaszczyźnie wirtuozerii, lecz przekazu emocjonalnego. Ogromna wrażliwość melodyczna, łatwość w tworzeniu tematów o genialnej prostocie, mistrzowska artykulacja, przechodzenie od subtelnych motywów do szaleńczej, pełnej pasji improwizacji – to stałe elementy języka, które Mazurek prawdopodobnie potrafi przełożyć na dowolny instrument. Artysta miał już przed trzema laty epizod z fortepianem na znakomitej solowej płycie „Episodes” (nomen omen) – wówczas dogrywał minimalistyczną trąbkę do mięsistych klawiszowych plam. W Pardon To Tu fortepianowe frazy podbijała i cieniowała bezbłędna perkusja Chada Taylora, panowie ogólnie odczytywali swe intencje z niemal telepatyczną zgodnością. Mazurek-pianista zrobił słuchaczom świetną niespodziankę grając przez dłuższą chwilę majestatyczne akordy na pograniczu „Orientu” Dona Cherry’ego i „Sound of Silence” Simon & Garfunkela – jak dla mnie highlight wieczoru.

CUD2

Co tu dużo mówić – a muszę przestać, by zatrzymać choć odrobinę magii – to był fenomenalny koncert, różnorodny, a jednocześnie płynny i szalenie absorbujący. Muzycy grali właściwie jednym ciągiem przez ponad półtorej godziny, aż się zdziwiłem, że tak długo gdy spojrzałem na telefon. Cóż – ostatni występ na europejskiej trasie. Jeśli tak ma brzmieć ósmy album podpisany przez Mazurka i Taylora, to szykuje się coś naprawdę potężnego. Już się nie mogę doczekać by opisać tę płytę wyrazami dźwiękonaśladowczymi.

Krzysztof Wójcik (((ii)))

Reklamy

Chicago Underground Duo w Pardon To Tu (niespodzianka!)

RMazurek3_KWójcik

Recenzję koncertu Roba Mazurka i Chada Taylora przeczytacie w przestrzeni eksterytorialnej względem Instytutu. Napisałem ją na łamy PopUpMusic i zapraszam do lektury TUTAJ.

Poniższy film jest naturalistyczną prezentacją koncertu z 4 rzędu (a później z ostatniego) w klubie Pardon To Tu – ze wszystkimi tego konsekwencjami wizualnymi obecnymi w nagraniu.

Dzięki „Instytut Improwizacji Lo-Fi’lms Production” można poczuć się jak na krześle w klubie. Co by nie mówić – Mezzo TV ze wszystkimi bezsensownymi zmianami perfekcyjnych ujęć Wam tego nie da (-;

Usiądź wygodnie i ciesz się seansem: 9 minut z Chicago Underground Duo w Pardon To Tu!

Krzysztof Wójcik (((ii)))

Przestój…

Z punktu widzenia Instytutu w najbliższym czasie najbardziej atrakcyjnym wydarzeniem koncertowym w Warszawie – które zbliża się już wielkimi krokami – będzie koncert wybitnego nowojorskiego muzyka o inicjałach TM, który zagra w duecie w warszawskim CSW. Lekką posuchę tłumaczą oczywistości: zamknięcie Powiększenia (miejmy nadzieję jak najkrótsze!), dwutygodniowy, zasłużony urlop koncertowy w Pardon To Tu.

Tymczasem interesująco przedstawia się koncert Warszawskiej Orkiestry Rozrywkowej, która 17 maja zmierzy się w Cafe Kulturalnej z artystą, którego dzieło w znakomitej części jest w stanie równać się ze skalą samego Pałacu Kultury – Frankiem Zappą. Noc ta – szczęśliwie, bądź nie – zbiega się z Nocą Muzeów. Bez wątpienia udanie się w takich okolicznościach na koncert jest lepszym pomysłem niż muzeum, najprostszy ze znanych mi powodów – koncert jest raz.

Oprócz tego warto zajrzeć do Eufemii na jeden z Impro Mitingów, które odbędą się jeszcze w pierwszej połowie maja.

W najbliższym okresie Instytut może wykazywać nieco mniejszą aktywność merytoryczną, z przyczyn wyżej wymienionych, a także niezależnych. Niemniej – w ramach być może powtórki z rozrywki – polecam zapoznać się z recenzjami, które opublikowałem w ostatnim numerze PopUpMusic:

Alchimia – „Lucile”

Chicago Underground Duo – „Locus”

Dawn of Midi – „Dysnomia”

Digital Primitives – „Lipsmuch/Soul serchin'”

Golden Retriever – „Seer”

Jeremiah Cymerman – „Pale Horse”

Jozef van Wissem & Sqürl – „Only Lovers Left Alive”

Poemss – „Poemss”

Postmarks – „National Parks”

Ter – „Fingerprints”

Thee Silver Mt. Zion Memorial Orchestra – „Fuck Off Get Free We Pour Light On Everything”

Krzysztof Wójcik