BNNT zbombardowało Plac Zabaw

BNNT + Łukasz Rychlicki

Czy w obecnej dekadzie na krajowym rynku tzw. muzyki niezależnej ukazała się jakakolwiek bardziej  agresywna, surowa i głośna pozycja niż album duetu BNNT pt. „_ _” z 2012 roku? Śmiem wątpić. Debiut Konrada Smoleńskiego i Daniela Szweda to muzyczny ekwiwalent koktajlu Mołotowa, płyta o drapieżności zarazem magnetycznej i obezwładniającej. Brązowa nuta (BrowN NoTe)? Sound bombing? Guerrilla gigs? Przecięcie sztuk wizualnych, performansu i muzyki? Tak jest – BNNT to whole package, przemyślany spójny, precyzyjnie skonstruowany mechanizm, koncertowe monstrum działające wielokanałowo na zmysły odbiorców.

Na Placu Zabaw Smoleński i Szwed nie objawili się jednak jako muzyczni terroryści ingerujący niespodziewanie, znienacka w tkankę miejską – zagrali zapowiedziany koncert na normalnej, plenerowej scenie przed australijskim trio My Disco. I to była jedna z tych sytuacji, kiedy support przyćmiewa „gwiazdę wieczoru”. Po dzikim, surowym, quasi-rytualnym występie BNNT, My Disco zabrzmieli dosyć… konwencjonalnie. Być może była to kwestia tego, że oba składy prezentują podobnie ciężką, skondensowaną muzykę i po prostu zadziałał nadmiar. W każdym razie jakoś nie byłem w stanie zaangażować się w występ Australijczyków i odpuściłem go sobie bez żalu po kilkunastu minutach.

BNNT zagrali tego wieczoru w rozszerzonym, trzyosobowym składzie – duet uzupełnił na gitarze Łukasz „Pan Lotto” Rychlicki. Ciekawa kombinacja. Na tegorocznym, minimalistycznym „Elite Feline” (bandcamp / recenzja) Rychlicki zaprezentował się od strony niezwykle subtelnej, by nie powiedzieć delikatnej. Wraz z BNNT mógł natomiast dać upust gitarowemu żywiołowi hałasu, którym na przestrzeni wieloletniej kariery nauczył się operować w stopniu niemal mistrzowskim. Udział trzeciego muzyka sprawił, że Konrad Smoleński ze swoją specyficzną dwustrunową „bombotarą” przesunął się bardziej na pozycję basową, dając większą przestrzeń dla noise’ów Rychlickiego. Wszystko upinała motoryczna, twarda i bezlitosna perkusja Daniela Szweda. Muzyk grał z wręcz dingerowską energią, powściągliwością i precyzją, dzięki czemu BNNT+ zabrzmiało trochę jak mroczny, zły brat bliźniak Neu!. Przedstawienia dopełniał oczywiści charakterystyczny wizerunek sceniczny.

BNNT+Rychlicki3

Wyjątkowo magnetyczny, intensywny koncert. Ciężko porównywać BNNT a.d. 2016 z tym znanym z płyty „_ _”, która jednak dużo zawdzięczała wykorzystaniu różnorakich sampli i udziale gości. Niemniej występ na Placu Zabaw sugeruje, że na kolejnym, zapowiadanym na ten rok krążku, brzmienie będzie nieco mniej frywolne, a wybuchowe, noise’owe adhd, duet przekuje w bardziej rozbudowane, potężne, transowe struktury. Jakby mniej młotów pneumatycznych na rzecz ciężkich, acz rozpędzonych walców. Ale to tylko spekulacje. Natomiast jedno jest jak dla mnie pewne – drugi, regularny album BNNT będzie głośnym wydarzeniem. I już nie mogę się doczekać koncertów go promujących.

Krzysztof Wójcik (((ii)))

Reklamy