Rashad Becker & Eli Keszler w Pardon To Tu

Eli Keszler & Rashad Becker

Jak zamknąłem oczy, widziałem to mniej więcej tak:

Wielka, rozciągająca się po horyzont blacha. W jej bliżej niezdefiniowanym centrum – perkusista, wprawiający płaszczyznę w neurotyczne rozedrganie przy pomocy metalu i drewna. Gdzieś w oddali kilka kieliszków podłączonych do prądu, wydających zakręcone dźwięki o różnych częstotliwościach, bez początku i bez końca. W kieliszkach pływają małe robaczki-pływaczki, które skacząc po tafli cieczy (o najpewniej kwasowym odczynie), przemycają do muzyki nieprzewidywalne zakłócenia, szmery, zgrzyty. Te giną w pogłosie, kontrastującym mocno z twardym brzmieniem perkusji/blaszanej tafli. Gdzieś nieopodal przelatuje ptaszek i ćwierka, gdzieś poza polem widzenia jakby ryczał słoń… Wszystko jest przytłumione i nie do końca rzeczywiste, rozmyte.

R.Becker

Jeśli Rashad Becker byłby malarzem, to plasowałby się gdzieś pomiędzy surrealizmem a abstrakcją, gdzie intrygująca dziwaczność formy dominuje nad zwykłą, gładką przyjemnością odbioru. Zdaje się w jedynym wywiadzie dla polskich mediów artysta wyznał, że zanim zajął się muzyką chciał zostać pisarzem. Narracja, którą buduje przy pomocy dźwięków jest linearna, choć programowo gubi wątki, przebiega sinusoidalnie, deformuje zdeformowane moduły, amorficzne plamy dźwięków, niepokojąco wkręca się w uszy jak odgłos dziecięcej zabawki „bączka”. Gdzieś daleko pobrzmiewają echa transowej muzyki etnicznej, ale wszystko jest powykręcane, rozciągnięte i nierealne.

Eli Keszler

W tym roku już trzeci raz mogłem doświadczyć delirycznej muzyki Beckera na żywo. Podobno do trzech razy sztuka… Nie ukrywam – wcześniejsze koncerty producenta nie wywarły na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia i szczerze mówiąc nie do końca rozumiem tak (stosunkowo) szeroką ekscytację jego twórczością. Choć przyznam, że wysoki poziom jej monotematyczności, paranoidalności, rodzaj sterylnego odhumanizowania może budzić respekt. Niemniej występ w duecie z nowojorskim perkusistą Elim Keszlerem był dla mnie jak dotąd zdecydowanie najbardziej satysfakcjonującym koncertem Niemca, a już na pewno najbardziej komunikatywnym. Dodatkowy element performatywny niewątpliwie zrobił swoje. Twarda, nieprzewidywalna perkusja, odrobinę zmodulowana/wytłumiona elektronicznie, upinała płynną muzykę Beckera w ramy mocniej skonkretyzowane, wymagała od niej większej dyscypliny, dając rytmiczny punkt odniesienia. Między artystami zachodziła interakcja na zasadzie kontrastu, który wyjaskrawiał specyfikę brzmienia jednego i drugiego. Efekt? Bardzo psychodeliczny i zaskakująco wciągający. Chociaż większe wrażenie zrobiła na mnie wyobraźnia i astylistyczna kreatywność Keszlera. Nowojorczyk, mając lepsze wyczucie formy, pozwolił spojrzeć na osobliwą muzykę Beckera pod innym kątem i w moim przypadku – nieco łaskawszym okiem. Ciekawy, nietypowy koncert.

Krzysztof Wójcik (((ii)))

Reklamy