Huntsville w Dwa Osiem

Huntsville 2

Występ norweskiego Huntsville rozpoczął czterodniową muzyczną ofensywę w Dwa Osiem (kolejnych wieczorów zagrali jeszcze Slalom, Enablers i Wovoka). Przyznam szczerze, że wybrałem się na koncert praktycznie nieskalany znajomością muzyki Norwegów. Owszem, zapoznałem się z tym co w sieci, z kilkoma recenzjami itp., ale nic poza tym. W zasadzie lubię chodzić w takim stanie na koncerty. Odbiór „na świeżości” ma swoje plusy, chociażby nie nasuwa zbyt arbitralnych oczekiwań (poza oczywistym oczekiwaniem „dobrego koncertu”). Z dużą radością zauważyłem w Dwa Osiem krzesła, których niestety zabrakło przy okazji występu kIRk (klik). Tym razem pod tym względem – tiptop. Warto dodać, że koncert organizowany był we współpracy z portalem PopUp, z którym jestem związany współpracą recenzencko-wywiadowczą. Niemniej poszedłem na występ „prywatnie”, lub jak kto chce – z ramienia Instytutu.

Huntsville rozpoczęło koncert z lekkim poślizgiem, mieszczącym się w granicach normy. Początek brzmiał jak dostrajanie się gitary i basu, które płynnie przeszło w dość uporządkowaną, z wolna budowaną narrację. Perkusja dołączyła dopiero po jakimś czasie nadając całości więcej dynamizmu. Niestety ledwo trio zdążyło się bardziej rozkręcić (trwało to jakieś 20-30 minut) nadszedł czas na… przerwę w koncercie. Do końca nie wiadomo czym spowodowaną, ale skutecznie wybijającą z pantałyku. Ostatecznie może jednak dobrze się stało, ponieważ druga część występu okazałą się o wiele ciekawsza. Rola dominująca przypadła jednostajnie dudniącej gitarze basowej, wokół której pozostałe instrumenty budowały subtelne wariacje. Zarówno perkusja, jak i gitara intensywnie korzystały z elektronicznych gadżetów, przenoszących całość na nieco bardziej nieoczywiste tory. Widać było, że muzycy nie grają ze sobą zbyt regularnie i niekiedy zdarzały się przejścia dość toporne. Szczególnie przyjemnie słuchało mi się gitary. Jej brzmienie było najbardziej odrealnione. Kto wie, może tak grał Syd Barrett w swoim ostatnim składzie Stars, kiedy psychodelia zaczęła już zupełnie rzutować na jego artystyczną dyspozycję… Takie bardzo wolne skojarzenie.

Huntsville 1

Zabrakło mi w koncercie Huntsville elementów nawiązujących do transowych brzmień etnicznych, które słyszałem w rozproszonych po internecie fragmentach ich twórczości. W zasadzie zespół zagrał koncert stricte gitarowy, obficie korzystając z typowej dla muzyki skandynawskiej melancholijnej nastrojowości. Huntsville grało przede wszystkim niespiesznie, w myśl post rockowego slow power. Dzięki temu ich muzyka zyskiwała na przejrzystości, ale też wydała mi się nie do końca wyrazista. To co ciekawe działo się na dalszym, niejako „podmelodycznym” planie. Mikro-ciekawostki Norwegowie dozowali jednak z bardzo dużym umiarem, trochę za bardzo stroniąc od przejaskrawień, które według mnie mogły wpłynąć zbawiennie na urozmaicenie dość rozwlekłej narracji. Również odniosłem wrażenie, że Huntsville zwyczajnie nie mogli skończyć występu. Kilkakrotnie nadarzała się sposobność do postawienia kropki, jednak trio nieustannie zamieniało ją w kolejne przecinki. Szkoda, bo rozrzedziło to wypowiedź, która w bardziej okrojonych ramach z całą pewnością zyskałaby na sile, a tak pozostawiła we mnie wrażenia raczej ambiwalentne.

Krzysztof Wójcik (((ii)))

Reklamy