PopUp nr 45 – garść recenzji i wywiad z Tomaszem Sroczyńskim

popupmusic_gwiazdka_duze

Jak być może niektórym czytelnikom Instytutu już wiadomo, oprócz prowadzenia niniejszego partyzanckiego bloga, wkładam sporo energii we współtworzenie internetowego magazynu PopUpMusic. Z dniem dzisiejszym kolejny, już 45 numer trafił do sieci, a wraz z nim kilkanaście recenzji muzycznych mojego autorstwa oraz wywiad z utalentowanym młodym skrzypkiem Tomaszem Sroczyńskim. Poniżej odsyłacze do konkretnych tekstów:

Anthony Brice – „Sound Of Obsession”

Aphex Twin – „Syro”

Battle Trance – „Palace of Wind”

Eklektik Ensemble/Punkt/Lutosławski Quartet – „Punkt Eklektik Session 01”

Hiss Tracts – „Shortwave Nights”

Infant Joy Quintet – „New Ghosts”

Irmler/Liebezeit – „Flut”

Made To Break – „Cherchez La Femme”

Malayeen – „S/T”

Tape – „Permanent Vacation”

Trzaska/Mazur/Pandi – „Tar & Feathers”

Trzy Tony – „Efekt Księżyca”

Venetian Snares – „My Love Is A Bulldozer”

Wywiad z Tomaszem Sroczyńskim

Oczywiście zachęcam gorąco do zapoznania się z całością materiału jesiennego wydania PopUp’a – redakcja wykonała naprawdę świetną robotę jeśli chodzi o dobór tematów, stronę graficzną i edytorską. Po raz kolejny bardzo mi miło współtworzyć grono autorów tego magazynu.

Dobrej lektury i udanych odsłuchów!

Krzysztof Wójcik

Infant Joy w Pardon To Tu/premiera płyty „New Ghosts”

CAM00635

Patrząc na scenę w Pardon To Tu po lewej stronie na ścianie, mniej więcej w połowie sali, wisi złota płyta „Ladies and Gentlemen We Are Floating in Space”. Znakomity album lat 90., równolatek „Ok Computer” Radiohead, krążek, na którym saksofonowe piętno odcisnął brytyjski muzyk od kilku lat permanentnie związany z polską sceną improwizowaną – Ray Dickaty, Englishman in Warsaw…

„I’m an alien, I’m a ligal alien…” śpiewał Pan Żądło w pamiętnym szlagierze lat 80. Choć Dickaty’ego można poniekąd nazwać „alienem” (mam tu na myśli przede wszystkim specyfikę gry, bardzo głębokie brzmienie), to jego zadomowienie na gruncie „krajowym, polskim” obecnie nie podlega dyskusji. Mało tego – saksofonistę można wręcz nazwać animatorem lokalnej sceny, który jako człowiek wielu projektów nadaje ton współczesnej, polskiej improwizacji o jazzowej proweniencji. Infant Joy jest kwintetem, w którym Dickaty wraz z czwórką polskich muzyków młodego pokolenia wydał właśnie płytę „New Ghosts”. Jeżeli album trzyma podobnie wysoki poziom, co wtorkowy występ, to niewątpliwie można mówić o premierze głośnej. Na czym polega wyjątkowość Infant Joy, jako zjawiska koncertowego?

CAM00631

Zdublowane saksofonowe trio – w tym wypadku z elementem wspólnym w postaci kontrabasu Wójcińskiego – jest wbrew pozorom formatem eksplorowanym już od dziesięcioleci. Niemniej moc brzmienia generowana przez podobną konstelację, szczególnie w warunkach występu na żywo, w dalszym ciągu zapewnia intensywną stymulację zmysłów. W jazzie, czy muzyce improwizowanej istnieje pewien kult jednostki niezwykle wyraźnie kontrastujący z kolektywnym charakterem gry – i według mnie wtorkowy koncert w dużej mierze potwierdził tę obserwację.

Infant Joy jest grupą pięciu indywidualności, którym z powodzeniem udaje się schować 5 rodzajów ego do jednej, wspólnej, zespołowej kieszeni. Dickaty, jako muzyk najbardziej doświadczony bynajmniej nie występuje przed szereg – przyjmuje raczej rolę boiskowego rozgrywającego, zawodnika wpływającego na los spotkania, jednak niewygrywającego samodzielnie całego meczu. Jazz podobnie jak football jest grą zespołową, opartą na wspólnym porozumieniu, niewykluczającym indywidualnych odlotów, nagłych, spontanicznych rajdów prawą stroną boiska wprost na defensywę przeciwnika. Podobne akcje nie miałyby sensu bez dobrej asekuracji zespołu i choć we wtorek dyscyplina brała górę nad szaleństwem, to nie da się ukryć, że jednymi z bardziej smakowitych momentów wieczoru były te, kiedy nadchodziły solówki. Szczególnie zapadła mi w pamięć gra Ksawerego Wójcińskiego, który przy całej energii wkładanej w grę zespołową, w chwilach samodzielnych prezentował powolne, dostojne, rozbudowane fragmenty melodyczne. Duży luz, profesjonalizm i przede wszystkim wyczucie.

Perkusje Michała Kasperka i Dominika Mokrzewskiego były wobec siebie komplementarne, choć grały zupełnie inaczej. Brzmienie Kasperka określiłbym jako bardziej kanciaste i twarde w stosunku do dynamicznej, nieunikającej groove’u gry Mokrzewskiego, który niekiedy wręcz napierdalał à la Nilssen-Love. Interesująco wypadały momenty, kiedy sekcja toczyła nawałnicę, a Jan Małkowski i Dickaty zaczynali dla kontrastu grać wolno i uporządkowanie. W ten sposób tworząca się dwutorowość muzyki nadawała jej nieoczywisty wymiar, a zarazem zwiększała wrażenie mocy w nagłych erupcjach unisono. Na odrębne brawa zasługuje świetne porozumienie na linii saksofonów – z jednej strony chropowaty, brutalistyczny Dickaty, z drugiej poukładany, rytmiczny, melodyjny Małkowski. Muzycy sprawiali wrażenie jakby wzajemnie podkręcali swoją kreatywność, choć była ona kanalizowana w zupełnie inne, lecz przystające do siebie formy. Trzeba dodać, że Dickaty bardzo sprawnie wypadł na sopranie, tworząc transowe powtarzające się tematy, przypominające nieco zapętlone dęciaki marokańskich Masters Musicians of Joujouka.

CAM00633

Muzyka Infant Joy niosła ze sobą wiele barw, wiele klimatów zostało zasygnalizowanych, lecz wyobraźnia kompozytorska pozwoliła uniknąć muzykom siermiężności odwołań. Żonglerka była sprawna, szybka i manipulowała liczbą rzucanych piłeczek niepostrzeżenie, zaskakując pomysłowością rozwiązań. Pod tym względem szyld „Infant Joy” pasuje do muzyki kwintetu jak ulał. Widzę w tym składzie duży potencjał, który upatrywałbym nie tyle w dużych możliwościach aranżacyjnych, co w zespołowym zgraniu i umiejętności operowania kontrastem.

Co tu dużo mówić – koncert był na tyle dobry, że wychodząc z Pardon To Tu bez większego zastanowienia kupiłem premierowe „New Ghosts”. Mam dużą nadzieję, że odnajdę na krążku podobny „joy”. I tu wychodzi na jaw być może główna zaleta koncertu – muzyka niosła zarówno twórcom, jak i słuchaczom prawdziwą przyjemność. Choć brzmi to nieco perwersyjnie, to ciekaw jestem jak brzmiałoby Adult Joy… Jednak – póki co – dziecięca wrażliwość i spontaniczność Dickaty’ego i kolegów w zupełności mi wystarcza. Pamiętajmy – „Be yourself no matter what they say, be yourself no matter what they say…”.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Wójcik