Turn on, tune in, drop out – Makoto Kawabata & Jean-François Pauvros w Pardon To Tu

20140723_221429

Tak jak wtorkowy koncert Colina Stetsona był stosunkowo uporządkowanym i klarownym przedstawieniem, tak w środę na scenie Pardon To Tu zagościł zupełnie inny – choć nie mniej fascynujący – rodzaj muzycznej energii. Obrazowo rzecz ujmując przypisałbym występ Stetsona do porządku apollińskiego, podczas gdy dionizyjscy Makoto Kawabata i Jean-François Pauvros obnażyli w pełnej krasie to, co żywiołowe, nieokiełznane, intuicyjne, czasami chaotyczne. Przypominało to bardziej zaklinanie dźwięków o bardzo dużej amplitudzie natężeń.

W zasadzie dobrą puentą dla środowego występu byłyby słowa samego Kawabaty: „Skąd te dźwięki pochodzą? Kto je wysyła? To nie jest coś, czego mogę się dowiedzieć (…) po prostu wierzę, że pochodzą one z kosmosu”. W zestawieniu z muzyką duetu podobne stwierdzenia nabierają sensu. Właściwie od momentu, gdy dwóch kędzierzawych artystów usadowiło się na krzesłach z lampkami wina atmosfera wieczoru zyskiwała systematycznie „+10” do niesamowitości. Kieliszki rozpoczęły występ przeszywającym, jednostajnym dźwiękiem, który owszem – pochodził z kosmosu (nie zapominajmy, że Ziemia, to też cząstka kosmosu). Kawabata po chwili zmienił kieliszek na metalowy moździerz i przytknąwszy go do gitary, kolistymi ruchami tłuczka generował kolejne, cyrkularne pętle dźwięku. Pauvros natomiast zaczął powolną, subtelną gitarową wędrówkę, której nie do końca oczywistym celem okazał się noise’owy zgiełk.

20140723_205736

Opisywanie występu duetu w sposób reporterski nie ma zbyt wiele sensu – była to muzyka zbyt żywa i abstrakcyjna, a przede wszystkim szalenie psychodeliczna. W pewnym momencie zaczęły się liczyć tylko dźwięki, rządzące się własną, odrębną logiką, bądź jedynie przypadkiem. Choć śmiało nazwać można występ duetu rodzajem audio-performance’u, to bez wątpienia w spektaklu muzyka była na pierwszym miejscu. Kawabata z Pauvrosem przypominali szamanów, którzy powoli wprowadzali słuchaczy w specyficzny rytuał, pogańską celebrację sonorystycznych możliwości gitar elektrycznych. Warto zauważyć, że pomiędzy muzykami zachodziło doskonałe, niemal mistyczne porozumienie, dzięki czemu koncert nie był instrumentalną polemiką, wymianą ciosów, a raczej wspólnie snuta opowieścią. W grze Pauvrosa gitara częściej przypominała (w dużym cudzysłowie) „klasyczne” brzmienie tego instrumentu, natomiast Kawabata raczej bawił się brzmieniem niestandardowym, wynikającym z rozmaitych preparacji. Muzyka zyskiwała szczególnie ciekawe oblicze, kiedy artyści zaczynali grać za pomocą smyczków.

20140723_212302

Przez blisko półtorej godziny Pardon To Tu przypominało bardziej chimeryczny generator energii elektrycznej, niż zwyczajną „przestrzeń w czasie”. Po zamknięciu oczu można było odlecieć bardzo daleko, czasami wręcz dało się zabłądzić. Muzyczny chaos był jedynie pozorny, łatwy do uporządkowania, domknięcia wyobraźnią. Poza tym artyści doskonale panowali nad dźwiękową materią, w żadnym wypadku nie kroczyli po omacku.

Myślę, że nie ma potrzeby przesadne racjonalizowanie dźwięków usłyszanych na środowym koncercie. Nazwałbym je swobodnym strumieniem świadomości z kilkoma spektakularnymi przesileniami. Było to również fascynujące spotkanie dwóch muzycznych kultur, dla których wspólnym mianownikiem okazały się psychodeliczne właściwości gitary. U Pauvros słychać było niekiedy specyficzne, kwaśno-kosmiczne brzmienie, o rodowodzie z przełomu lat 60/70, ale też inklinacje do noise’owych lat 80. Kawabata prezentował z kolei typowo japońskie, eksperymentalne podejście do tematu. Z muzyką japońską jest trochę jak z japońskim kinem – człowiek zachodu nigdy do końca nie zrozumie wszystkich kontekstów i ukrytych znaczeń, co w dużej mierze czyni tę kulturę aż tak pociągającą.

20140723_220534

Koncert zakończony czytelną klamrą (znów moździerz i kieliszki) zyskał na spójności, rytuał dobiegł końca. Często po podobnie eksperymentalnych występach pozostaje w mnie uczucie wypranego mózgu, konsternacji, czasem lekkiego niesmaku. Tym razem tak nie było. Kawabata i Pauvros nie szokowali na pokaz, nie byli pretensjonalni. Po prostu z dużą wprawą prezentowali dźwięki rodem z kosmosu – od ambientu do noise’u i z powrotem. Być może wino miało tego wieczoru wyjątkowo kwasowy odczyn? Zdecydowanie był to koncert w kategorii „experience”. Are you experienced?

 

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Wójcik

Reklamy