Płyty w roku 2015 (PL) – czyli „Ce ne sont pas le classement”

Płyty w roku 2015

3… 2…

1…

0!

Płytą roku 2015 jest…

Poniżej rozpościera się zestaw 20 polskich albumów, wydanych na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy, które z rozmaitych względów postanowiłem tutaj umieścić. Dlaczego? Bo są najlepsze? Najciekawsze? Najbardziej oryginalne? A może są najgorsze? Wołają o pomstę do nieba? Tajemnica. Ewentualna hierarchiczność zatarta układem A-Z. Większości z płyt/kaset można posłuchać, klikając „słuchaj”. Do wielu można przeczytać moje recenzje, klikając „czytaj”. Oprócz tego pod każdą pozycją zamieściłem krótki komentarz, czasami wyłuskany z istniejących już tekstów.

Z pewnością lista z czasem się wydłuży/skurczy, bo muzyka generalnie dzieje się w czasie i też czas ją weryfikuje. Na pewno niektóre ciekawostki mi umknęły… Ale tu nie będę już nic zmieniał, oto stan na 31 grudnia 2015.

W kontekście rozmaitych podsumowań i rankingów (to nie jest ranking!) przypomnę wniosek sprzed roku: (rankingi to…) „…brutalny, grubociosany rodzaj wartościowania, bez wazeliny, dziennikarskiej gry wstępnej, onanizmu przemycanej erudycji i retorycznych ornamentów na co dzień uprawianych. Może właśnie podsumowania i listy końcoworoczne są tą najbardziej perwersyjną inkarnacją krytyki? Na pewno najmniej subtelną, raczej czarno-białą i kategoryczną z jedynym, względnym punktem odniesienia w postaci głowy piszącego. Statystyka gwałci wartości nieobiektywne.”

Alfabetycznie:

Alameda 5 – „Duch Tornada” (wyd. Instant Classic) ->słuchaj ->czytaj

Alameda 5 - Duch Tornada

„Duch Tornada” to album epicki, o świetnym wyczuciu proporcji i w moim odczuciu szczytowe osiągnięcie artystów działających pod szyldem Milieu L’Acéphale. Płyta-kalejdoskop, która potrafi przenieść słuchacza w inny wymiar. A właściwie wymiary, bo czaruje koherentną różnorodnością, klimatem i wyobraźnią na każdym kroku.

Heroiny – „Ahh-Ohh” (wyd. DUNNO Recordings) ->słuchaj ->czytaj

Heroiny - ACH-OCH

Album stanowi  dobrą syntezę dotychczasowej twórczości Piotra Kurka, a przy okazji jest chyba najbardziej „przebojowym” materiałem w karierze muzyka. Wyjątkowo charakterystyczne brzmienie artysty zostało tutaj poszerzone o nowe wątki, eksperymenty unikają przefajnowania, a całość zachowuje formę zwięzłą i spójną. Kolejny mocny punkt w arcyciekawej dyskografii.

Wojciech Jachna / Ksawery Wójciński – „Night Talks” (wyd. Fundacja Słuchaj) ->słuchaj ->czytaj

Jachna&Wójciński - Night Talks

Wojciech Jachna i Ksawery Wójciński  na „Night Talks” szanują ciszę, unikają tak częstego w jazzie przegadania, a jednocześnie ich wypowiedź pozostaje swobodna i pełna wyobraźni. Słychać to w transowych, mięsistych partiach kontrabasu, w trąbce kreatywnej, lecz zarazem subtelnej i oszczędnej. Muzykom udało się wykreować wyjątkową aurę napięcia i melancholii, której ciężko się oprzeć.

kIRk – „III” (wyd. Asfalt Records) ->słuchaj ->czytaj

kIRk - III

Płynna konstrukcja „III” sprawia, że jest to, jak dotąd, materiał najbardziej przypominający koncertową odsłonę zespołu, a ta – nieodmiennie – fascynuje brzmieniem gęstym i transowym, przecinanym świdrującą trąbką, zaplątaną w bity i pętle. Album znakomicie funkcjonuje jako całość, jest esencjonalny, a jednocześnie stanowi intrygującą zapowiedź nowego rozdziału w historii kIRk.

Księżyc – „Rabbit Eclipse” (wyd. Penultimate Press) ->słuchaj

Księżyc-Rabbit-Eclipse

„Rabbit Eclipse” brzmi jak naturalna konsekwencja i dopełnienie wydanego niespełna 20 lat temu znakomitego debiutu. Płyta poza czasem, klimat nie do podrobienia. 40 minut niesamowitości.

Kolega Doriana – „Kolega Doriana” (wyd. BDTA) ->słuchaj

Kolega Doriana

Płyta odważna, estetycznie konsekwentna, wykorzystująca strategię „mniej znaczy więcej”. Album jest precyzyjnie poukładany z rozmaitych sonicznych osobliwości, trio umiejętnie operuje detalem, kontrastami ciszy i hałasu. Rzecz bardzo procesualna i wymagająca skupienia. Niewiele polskich składów improwizuje w tak oryginalny sposób.

Marcin Masecki – „Mazurki” (wyd. For Tune) ->słuchaj ->czytaj

Mazurki - Marcin Masecki

„Mazurki” brzmią jak muzyczny autoportret Marcina Maseckiego. Pomysł goni pomysł, a forma mazurka jest jedynie pretekstem do eksperymentów i doświadczeń na „żywym” i elektrycznym instrumencie. Całość zachowuje surowy, wyjątkowo hermetyczny charakter. Podstawą jest tutaj niepewność kształtu każdego kolejnego taktu i ciężko oprzeć się wrażeniu, że w „Mazurkach” jest potencjalny margines na każdego rodzaju dźwięk klawiszy pianina, który nagle, nieoczekiwanie, zyskuje spójność i własne miejsce w układance.

Jerzy Mazzoll & Micromelancolié – „MAZZMELANCOLIÉ” (wyd. Wounded Knife) ->słuchaj

Mazzmelancolie

Obok płyty nagranej w duecie z Tomaszem Sroczyńskim jest to bodaj najciekawsze wydawnictwo Jerzego Mazzolla po powrocie artysty do regularnego publikowania. Trochę szkoda, że kaseta zawiera jedynie dźwięki z recyklingu, z archiwów, niemniej efekt finalny budzi respekt. „Mazzmelancolie” jest pozycją oryginalną, usytuowaną na pograniczu kilku estetyk, odważną i zaskakującą, a jednocześnie komunikatywną, o wciągającej, słuchowiskowej narracji.

Mirt – „Vanishing Land” (wyd. BDTA) ->słuchaj

Mirt - Vanishing Land

Tytuł adekwatny do zawartości. Kontakt z „Vanishing Land” to jak wyprawa na terra incognita. Nagrania terenowe, ambientowe plamy, mnóstwo detali, brzmienie analogowego sprzętu. Całość ma charakter wyjątkowo spójny, płynny, a jednocześnie nieprzewidywalny. Trochę retro, trochę futuro. Prawdziwa przygoda dla ucha.

Nagrobki – „Stan Prac” (wyd. BDTA) ->słuchaj

Nagrobki - Stan Prac

Oryginalny koncept i finezyjna prostota. „Stan Prac” to płyta inteligentna, przewrotna i zrealizowana brawurowo od początku do końca, zarówno pod względem tekstów, jak i muzyki – the whole package. Obok duetu pojawiają się znakomici goście (Mikołaj Trzaska, Michał Bunio Skrok, Piotr Pawlak, Olo Walicki, Tomasz Ziętek), którzy wyciągają całość na jeszcze wyższy level. Obok Synów i Ukrytych Zalet Systemu moja ulubiona płyta tego roku w kategorii „piosenka polska”.

Paper Cuts – „Divorce Material” (wyd. Wounded Knife) ->słuchaj ->czytaj

Paper Cuts - Divorce Material

Świetnie rozwijający się materiał, wciąga, czaruje drobnostkami i wielkim wyczuciem brzmienia. Każdy utwór to odrębna historia zasadzona na ciekawym pomyśle. Gra w częściach, gra w całości. Kaseta ma własny, wciągający, mocno surrealistyczny klimat i  jest jak dotąd najbardziej kompletnym owocem współpracy Łukasza Kacperczyka (syntezator modularny) i Wojciecha Kurka (perkusja).

Raphael Rogiński – „Plays John Coltrane & Langston Hughes. African Mystic Music” (wyd. Bołt Records) ->słuchaj ->czytaj

Raphael Rogiński - Coltrane

Główną zaletą tego wydawnictwa jest powściągliwa wirtuozeria Rogińskiego, pełna wyczucia i wrażliwości na najbardziej ulotne brzmieniowe detale, często właśnie nimi operująca. Płyta jest niezwykle udaną odpowiedzią na pytanie jak w kreatywny sposób oddać hołd muzyce o statusie ikonicznym. Właśnie tego typu interpretacje udowadniają, że dziedzictwo Coltrane’a nie musi być spetryfikowane w standardach i leżeć na zakurzonym postumencie zatytułowanym „klasyka jazzu”.

Jacek Sienkiewicz – Drifting (wyd. Recognition) ->słuchaj

Sienkiewicz - Drifting

Po włożeniu na uszy słuchawek, dobry album techno powinien podporządkowywać strukturze dolatującego do świadomości bitu całą otaczającą rzeczywistość. Powinien wciągać. A od Drifting” naprawdę ciężko się oderwać. Oprócz tego warto sprawdzić bardziej abstrakcyjny „Instynkt” ->słuchaj.

Slalom – „Wunderkamera” (wyd. Lado ABC) ->słuchaj ->czytaj

Slalom - Wunderkamera

„Wunderkamera” to płyta wesoła, frywolna, brzmi jak efekt dobrej, kreatywnej zabawy, która dość szybko udziela się słuchaczowi. Tytuł odsyłający do historycznych gabinetów osobliwości jest tutaj nader adekwatny. Pozytywny rodzaj dezorientacji Slalom prowadzi w sposób konsekwentny i wewnętrznie spójny. Eksperymenty nie podważają w żadnym stopniu komunikatywności przekazu i frajdy z odbioru.

SYNY – „Orient” (wyd. Latarnia Records) ->słuchaj ->czytaj

SYNY - Orient

Wielką siłą tego albumu jest stylistyczna spójność, wyjątkowy klimat, a także otwarte, eksperymentalne podejście do hip-hopowej formy. Orient wciąga od „Intro” aż po zamykające zestaw 20 kawałków „Świnoujście”, jest interesujący jako twór muzyczno-literacki. Synom już na wysokości debiutu udało się osiągnąć oryginalne, własne brzmienie, stanowiące ciekawą wypadkową dotychczasowej działalności Piernikowskiego i Jankowiaka – wypadkową, która przynosi de facto nową jakość.

Kamil Szuszkiewicz – „Istina” / „Robot Czarek” (wyd. Wounded Knife / Bołt Records) ->słuchaj1 ->słuchaj2

Kamil Szuszkiewicz - IstinaKamil Szuszkiewicz - Robot Czarek

Kamil Szuszkiewicz na „Istinie” i „Robocie Czarku” jawi się jako wyjątkowo radykalny i konsekwentny eksperymentator. Obie kasety rządzą się własnymi prawami, porażają oryginalnym konceptem i bezkompromisowością, ale co najważniejsze intrygują. Warto zadać sobie trud, aby wejść głębiej w te nieszablonowe wydawnictwa, które śmiało można określić jedynymi w swoim rodzaju. Warto też sprawdzić minialbum kwartetu Zebry A Mit ->słuchaj.

T’ien Lai – „RHTHM” (wyd. Monotype Records) ->słuchaj

T'ien Lai - RHTHM

Redefinicja brzmienia T’ien Lai, postawienie na motorykę i techno bit, okazała się strzałem w dziesiątkę. Na „RHTHM” obok tytułowego rytmu znajdują się gigantyczne pokłady psychodelii, dzięki czemu seans z albumem należy do wyjątkowych doświadczeń. Niespodzianki kryją się niemal w każdej minucie albumu.

Ukryte Zalety Systemu – „Ukryte Zalety Systemu” (wyd. Antena Krzyku) ->słuchaj

Ukryte Zalety Systemu

UZS udało się stworzyć system z wieloma ukrytymi zaletami. Teksty zaangażowane, a niebanalne, wręcz uniwersalne. Muzyka prosta, lecz charakterystyczna i intrygująca jak diabli. Koncept. Energia. Zwięzłość. Prostota. Oryginalność. Siła rażenia porównywalna z pierwszymi dwoma albumami Republiki.

X:Navi-Et – „Vox Paradox” (wyd. Wounded Knife) ->słuchaj 

XNaviEt - Vox Paradox

„Vox Paradox” to muzyka grozy, dobry bad trip z jednym reżyserem. Siłą tej kasety jest jej konstrukcja, układ, dramaturgia. Każdy utwór intryguje niepokojącym klimatem, złożonością użytych środków, a także dużym wyczuciem w ich dystrybuowaniu. Słychać tutaj jak duży wkład ma Rafał Iwański w brzmienie duetu Kapital. Jeśli komuś podobała się płyta „Chaos to Chaos” (->słuchaj), to po bardziej surowe „Vox Paradox” powinien sięgnąć niezwłocznie.

Evan Ziporyn / Wacław Zimpel / Hubert Zemler / Gyan Riley – „Green Light” (wyd. Multikulti) ->słuchaj

Ziporyn, Zimpel, Zemler Riley - Green Light

Znakomici muzycy zagraniczni + znakomici muzycy polscy = bardzo dobry wspólny album z dużą ilością niespodzianek. Płyta na pograniczu etno, minimalizmu, improwizacji i kompozycji, nagrana z naprawdę dużą wyobraźnią. Aż ciężko uwierzyć, że wszystkie dźwięki powstały bez użycia elektroniki. Muzyka na „Green Light” koi i uwodzi, unikając zarazem łatwych rozwiązań.

—————————————————————–

Dziękuję za uwagę w roku (już) ubiegłym i zakończę po szekspirowsku – reszta jest słuchaniem.

Krzysztof Wójcik (((ii)))

kIRk w Miłości / koncert premierowy

kIRk

Od premiery albumu „III” wydanego na początku wakacji minął już blisko kwartał. Emocje związane z długo wyczekiwanym krążkiem i transferem formacji do stajni Asfalt Records zdążyły już trochę opaść. Wreszcie po kilkumiesięcznej koncertowej wstrzemięźliwości kIRk powraca na scenę.

O klubie Miłość na Kredytowej można powiedzieć wiele różnych rzeczy, lecz nie sposób odmówić lokalizacji wyjątkowego klimatu, który zawdzięcza przede wszystkim przestrzeni. Trio zagrało pod gołym niebem na dzedzińcu przedwojennej kamienicy. Były to okoliczności wręcz idealne do prowadzenia nastrojowej, płynnej narracji, tak dobrze utrwalonej przez zespół na ostatnim albumie. kIRk potwierdził jednak po raz kolejny, że jest przede wszystkim składem bazującym na improwizacji. Kto oczekiwał odgrywania tematów z krążka, ten oszukał się w jakichś 90 procentach. Koncert zamknęła najdłuższa kompozycja zespołu wieńcząca „III”, natomiast cała reszta została oparta o nowe formy. Największym zaskoczeniem był numer otwierający występ – „Za ostatni grosz”, szlagier Budki Suflera, który kIRk poddawał stopniowej dekonstrukcji. Absolutnie nie był to pastisz, raczej kreatywne wykorzystanie znakomitego, arcy-rozpoznawalnego motywu melodycznego. Dubowo-eksperymentalne potraktowanie „klasyki polskiego rocka” z pokerową twarzą i świetnym rezultatem. Mogła to być dobra, bezkolizyjna inicjacja dla osób, które trafiły na koncert przypadkowo. Przez Budkę Suflera do kIRka? Czemu nie.

W dalszej części koncertu muzycy poszli za ciosem mocnego „rozpoczęcia-niespodzianki” i budowali opowieść z dużą swobodą i wyobraźnią, pozostając we własnym, illbientowym kluczu estetycznym. Trio wpuściło do muzyki nieco więcej światła hip-hopowych bitów i przestrzennej świeżości ambientu. Mroczne, duszne brzmienie tak często kojarzone z formacją było w ten sposób kilkukrotnie ciekawie przełamywane. Mimo tego, odniosłem wrażenie, że w drugiej połowie koncert odrobinę stracił impet i gładkie, płynne flow. Zrzucam to jednak na karb dłuższej przerwy w graniu na żywo. A kIRk jest zdecydowanie „zwierzęciem scenicznym”, które powinno występować częściej. Reszta relacji należy do Budki:

„Jaki jest wynik gry
Nie wiem, nie pytaj mnie,
Jak na imię tej grze,
Tego nie wiem już też.

Wczoraj tak było tak,
Nie znaczyło zaś nie,
Nie mieszało się nam
Czarne z białym co dzień.

Z drugiej strony mych snów
Wszystko lepszy ma smak,
Bo w powietrzu jest luz
I muzyka wciąż gra.”

A moją recenzję „III” przeczytacie TUTAJ na PopUpMusic.pl. Warto tę płytę poznać, nawet za ostatni grosz.

Krzysztof Wójcik (((ii)))

PopUp #47 – garść recenzji i wywiadów

98ee660f5ecdd8f0708fa197fa0ecf6d7db0c971

Po ponad półrocznej przerwie udało nam się w końcu doprowadzić do finalizacji kolejny, już 47 numer internetowej gazety PopUpMusic.pl. Jak zwykle prezentujemy subiektywny wybór najciekawszych muzycznych zjawisk ostatnich miesięcy (i nie tylko). Numer, któremu (jak zwykle) przyświecają imperatywy syntezy i selekcji, zawiera ponad 60 recenzji, a także wywiady z artystami z Polski i zagranicy. Z czasem będzie pączkował fotorelacjami, konkursami i innymi niespodziankami. Czyli tradycyjnie – stary, dobry PopUp, kolejny rozdział.

To już 7 numer, w którego przygotowaniu miałem przyjemność partycypować. Ta szczęśliwa liczba, jak się okazało, sprzyjała produktywności i mam nadzieję jakości tekstów. Tym razem zasiliłem numer odrobinę większą „cegiełką” niż dotychczas. Oczywiście gorąco polecam lekturę całości, ale tradycyjnie, dla porządku, wyszczególniam poniżej swoje pięć groszy. Zapraszam do klikania w linki, czytania i słuchania!

Wywiady:

DJ Lenar

Ksawery Wójciński

Michał Górczyński

 

Recenzje:

Alameda 5 – „Duch Tornada”

Alameda 5 - Duch Tornada

Alchimia – „Aurora”

Alchimia - Aurora

Aphex Twin – „Comupter Controlled Acoustic Instruments Pt.II”

Aphex Twin - Computer Controlled

Artur Maćkowiak – „If It’s Not Real”

Artur Maćkowiak - If it's not real

Budzyński / Jacaszek / Trzaska – „Rimbaud”

Budzyński, Trzaska, Jacaszek - Rimbaud

Colin Stetson / Sarah Neufeld – „Never Were The Way She Was”

Colin Stetson & Sarah Neufeld

Eve Risser – „Des Pas Sur La Neige”

Eve Risser - Des Pas Sur La Neige

Haronim – „Haronim”

Haronim - Haronim

Kapital – „Chaos to Chaos”

Kapital - Chaos to Chaos

kIRk – „III”

kIRk - III

Krojc – „0101”

Krojc - 0101

Lenar, Masecki, Zrałek – „Fortepian Chopina”

Lenar, Masecki, Zrałek - Fortepian Chopina

Marcin Masecki – „Mazurki”

Marcin Masecki - Mazurki

MazzSacre – „+”

MazzSacre - +

Raphael Rogiński – „Plays John Coltrane & Langston Hughes African mystic music”

Raphael Rogiński - Coltrane

Scott Stain – „Calu/Streo”

Scott Stain - Calu  Scott Stain - Streo

Shofar – „Gold Of Małkinia”

Shofar - Gold of Malkinia

SYNY – „Orient”

SYNY - Orient

—————————————

Krzysztof Wójcik (((ii)))

_oŚ_Ci_z_eF_Be_

20150319_230159

1 Raz

2 Dwa

1 Raz

2 Dwa

1. Hiphopowa, konceptualna forma koresponduje. Oscyluje po internetach. Estetyka znów na językach. Sądzę, że w dużej mierze za sprawą interesującego i intensywnie dyskutowanego w ostatnich tygodniach albumu „Orient” duetu Syny (Robert Piernikowski, 1988). Płyta o bardzo wyrazistej stylistyce już od pierwszych dni zaczęła obrastać kontekstualnymi interpretacjami, hypami i hejtami. Zwykle dyskusje sprowadzały się do kwestii arbitralnej dla rapu – tzn. do mitycznej „autentyczności”. Osobiście bardzo się cieszę, że krążek wywołał poruszenie, ponieważ to materiał wyjątkowy i zdecydowanie zasługuje na rozgłos. Ograniczę się tutaj do stwierdzenia faktów oczywistych: Syny dysponują niezwykle hipnotycznym, acz specyficznym flow, a duszne, psychodeliczne podkłady zakorzenione w pięknej dubowej tradycji już po chwili wciągają słuchacza jak walkman taśmę. Wśród szeregu opinii dotyczących płyty najbliżej mi do tej autorstwa Jakuba Bożka (klik). Póki co „zorientowałem się” już wielokrotnie z naprawdę dużą przyjemnością i prawdopodobnie jeszcze sporo takich seansów przede mną. Pozostaje gorzko żałować przegapionego warszawskiego koncertu w Dwa Osiem… Podsumowując: „Instytut poleca”.

2. O wiele mniejszy entuzjazm (powiedzmy) społeczny, wywołują próby internalizacji disco polo przez kulturę (znów powiedzmy) wyższą niż niska. Sprawa w świetnym stylu została skomentowana na Polifonii przez Bartka Chacińskiego (klik). Czytałem wpis w obronie przed diskopolizacją (?) dyskursu publicznego z prawdziwą radością, która nie mijała (a czasem wzrastała) wraz ze śledzeniem lawiny komentarzy, jakie artykuł wywołał. Choć filmu „DP” nie widziałem, to po obserwacji zamieszania jakie wygenerował – o ironio – aż mam ochotę na niego zerknąć! Oczywiście „zrobię to ironicznie”… Ale chyba poczekam aż pojawi się na Polsacie albo w TVP Kultura. Pora na wręcz konfesyjne w dobie autokreacji i prekariackiego indywidualizmu wyznanie: Instytut dysponuje telewizorem LG z dziesiątkami, setkami kanałów, które ogląda nieraz z dziką, bezmyślną satysfakcją. A może jednak jest to „winna satysfakcja”? No właśnie…

3. „Guilty Pleasure”. To kolejny temat, który rozpalił blogosferę, a wszystko przez RWA ZIN, na łamach którego doszło do interesującej dyskusji na temat rzeczonego zjawiska (klik). Warto zauważyć, że jest to rodzaj autoreferencyjnego zwrotu w krytyce muzycznej, która sama „winną przyjemność” wykreowała wprost z diapazonu znawstwa, ocen arbitralnych, lub jak to w tekście ładnie zostało sformułowane – likesetterskich. Uczucie guilty pleasure jest odpryskiem, powikłaniem bezpośrednio wynikającym z powierzchownego postrzegania muzyki przez pryzmat konkretnych wspólnot interpretacyjnych. Dosyć trafnie podsumował to Mateusz Romanowski: „guilty pleasure zależy od relacji władzy albo nie istnieje„. Ale z drugiej strony cóż od relacji władzy nie zależy?

4. W kontekście powyższej dyskusji trzeba napomknąć o nadchodzącej premierze książki jednego ze sprawców zamieszania wokół guilty pleasure, autora bloga Fight!Suzan, Filipa Szałaska. Nakładem Wydawnictwa w Podwórku niebawem ukaże się pozycja „Jak pisać o muzyce. O wolnym słuchaniu„. Nie tak dawno w artykule „O muzyce w tekście (polskim)” biadoliłem na posuchę wśród krajowych publikacji, dlatego przyjąłem wiadomość o premierze z dużym entuzjazmem. Z tekstami na Fight!Suzan można się nie zgadzać, jednak nie sposób odmówić im wnikliwości i inteligencji (nie mówiąc już o specyficznym stylu). Wobec powyższych „Jak pisać o muzyce. O wolnym słuchaniu” zapowiada się naprawdę intrygująco!

5. Simona Reynoldsa w tłumaczeniu Jakuba Bożka krytycy przyjęli z zachwytem, czołobitnie i na kolanach (klik1, klik2). Cóż, fajnie, że takie książki tłumaczy się na polski, choć jedna jaskółka wiosny nie czyni. Ciekawe jak w dalszej perspektywie wydanie tej pozycji wpłynie na słuchaczy w Polsce (a może i na kształt sceny muzycznej?) . Mam na myśli np. kolejne 10-15 lat.  I wciąż pozostaje pytanie: co z tą Polską?

6. No właśnie. Nie jest dramatycznie, skoro powstają już takie opracowania jak „Antologia polskiego rapu” – uwaga: dostępne jako bezpłatny e-book! Rzecz ukierunkowana typowo regionalnie, traktująca o najpopularniejszym gatunku w Polsce (sorry disco polo…). Tutaj ciekawie publikację komentuje Borys Dejnarowicz.

7. W marcu urodziny obchodziła (pozdro) Trzecia Fala – internetowa opoka muzyki improwizowanej i eksperymentalnej. oraz oficyna BDTA, specjalizująca się w wydawaniu muzyki najróżniejszej w jakości hand-made (ciekawy wywiad z twórcą oficyny). Uroczyste „Happy birthday!” dla obu zacnych podmiotów na muzycznej mapie Polski. Oprócz tego w CSW odbyła się stypa po Cat/Sun, sublabelu Monotype Records, który przez kilka lat działalności wypuścił kilka kosmicznych płyt. Uroczyste „Rest in peace”.

8. Słuchowiska? Słuchowiska można uważać za gatunek anachroniczny… Okazuje się, że „nic bardziej mylnego”! O renesansie tej formy wypowiedzi muzyczno-tekstowej można przeczytać na łamach bloga 1 Uchem 1 Okiem. Bartosz Nowicki przeprowadził również szereg wywiadów z autorami najciekawszych polskich słuchowisk ostatnich miesięcy (tag „słuchowisko” i w dół).

9. Scena toruńsko-bydgoska (a może bydgosko-toruńska?) w nieustannym natarciu. Mocne, psychodeliczne strzały od duetu Kapital („Chaos to Chaos„) i Artura Maćkowiaka („If It’s Not Real„). Również interesująco zapowiada się nowa, rozszerzona Alameda 5. Odsłuchy warto uzupełnić kontekstem, który płynie z ust samych autorów: Alfabet Kapitalu, Czynniki Pierwsze płyty Artura Maćkowiaka.

Ponadto nowy album na kwiecień szykuje Jerzy Mazzoll (odautorski komentarz i singiel). Natomiast z premierowym materiałem grupy kIRk można zapoznać się (póki co tylko) audio-wizualnie TU.

10. Część auto-piAr. Sprawozdania z marcowych koncertów odnajdziecie klikając w zakładkę „Teksty” (albo po prostu w te literki po lewej, przed nawiasem, w cudzysłowie). To był dobry miesiąc. Upłynął w dużej mierze pod znakiem trąbki… Najciekawsze rzeczy grali Polacy, Amerykanie i Portugalczycy.

11. Zestawienie inauguracyjnego odcinka _oŚ_Ci_z_eF_Be_ podsumuje Paul D. Miller, czyli DJ Spooky:

DJ Spooky

 

Krzysztof Wójcik (((ii)))

kIRk + WIDT w Dwa Osiem

WIDT+kIRk1

Trochę ciężko w to uwierzyć, ale występ kIRk w Dwa Osiem był pierwszym koncertem formacji w Warszawie od ponad roku, kiedy to w 2013 muzycy promowali wyjątkowo dobrze przyjęty album „Zła Krew”. Nie można powiedzieć żeby przez ten czas artyści próżnowali – pojawiła się opóźniona, chronologicznie druga płyta Daktari, studyjny, monumentalny materiał Mszy świętej w Altonie (klik), zaskakujący solowy krążek Pawła Bartnika (klik) czy audiobook Krysi Zalewskiej z muzyką Filipa Kalinowskiego. Oprócz tego trio koncertowało po całej Polsce i skupiło się na nagrywaniu nowego materiału, z którego passusy miała przyjemność usłyszeć publiczność Dwa Osiem. Wieczór miał charakter podwójnie wyjątkowy, ponieważ kIRk poprzedził występ duetu audiowizualnego WIDT, do którego Bartnik, Dokalski i Kalinowski stopniowo dołączali.

Pierwszy raz miałem okazję doświadczyć muzyki WIDT na żywo w pełnej krasie. Duet tworzą siostry: wokalistka Antonina Nowacka i odpowiedzialna za część wizualną Bogumiła Piotrowska. W zeszłym roku Circon Int. opublikował intrygujący koncertowy album projektu, o którym pisałem swego czasu na łamach PopUp (klik). WIDT na żywo prezentuje jednak o wiele bogatszą estetyczną jakość poprzez doskonale współgrający i dopełniający muzykę pierwiastek wizualny (de facto płyta zespołu, w idealnym świecie powinna mieć charakter DVD). Fundamentem oryginalnego brzmienia (oddziaływania?) duetu są wokalizy Nowackiej, które raz prowadzone są samodzielnie, kiedy indziej zostają poddawane elektronicznym manipulacjom tworząc bardzo gęstą, surrealistyczną fakturę. Tego wieczoru dominowały eksperymenty z przetwarzaniem, nawarstwianiem i modulowaniem – i dokładnie to samo mógłbym napisać o części wizualnej. Piotrowska operowała obrazem z dużym wyczuciem, stawiając zwykle na prostotę kolorystyczną i formalną, która nie miała absolutnie nic wspólnego z kiczowatymi „psychodelicznymi wizualizacjami” z Media Playera. Często operowała efektem stroboskopowym, nadając przy tym geometrycznym, bardziej abstrakcyjnym formom ciekawe desenie. W animacyjnym kolażu nie zabrakło również elementów bardziej figuratywnych, które potęgowały wrażenie niejednoznacznego, mechanicznego dadaizmu. Muzyka WIDT wyłoniła się z bardzo wyciszonego noise’u, który pęczniał, tężał zamieniając się w bardzo wielowarstwową minimalistyczną strukturę, która przez wykorzystanie wokalu jako podstawy miała jednocześnie cechy organiczne, jak i upiornie odhumanizowane. Trochę jakby Alicja po drugiej stronie lustra trafiła do świata cyberpunkowego, w którym w dalszym ciągu nic nie jest takie jak się początkowo wydaje. Z drugiej strony chóralna artykulacja Nowackiej przywoływała skojarzenia z archaiczną grecką muzyką – bardzo pierwotną, misteryjną i sensualną. Psychodeliczny efekt osiągnięty przy minimum środków, a przy okazji w pełni wyimprowizowany. Warto tutaj docenić charakterystyczną, odrobinę teatralną scenę Dwa Osiem, która świetnie sprostała technicznym wymaganiom wieczoru.

WIDT+Dokalski

W pewnym momencie do WIDT dołączył z trąbką Olgierd Dokalski. Przypomniał mi się wówczas koncert jaki muzyk zagrał w zeszłym roku z Nowacką w żoliborskiej kawiarni Fawory (klik). Wówczas wokal występował właściwie samodzielnie, a ciężar instrumentalny spoczywał na trąbce. Tym razem Dokalski miał przywilej wejścia w zawiesistą strukturę skumulowanych loopów. Zrobił to w sposób pomysłowy – akcentował sonorystykę instrumentu i przez to łączył się z noise’m, kiedy indziej stawiał bardziej na kontrapunkt melodyczny, wchodzący raz w intensywny dialog z wokalem Nowackiej, kiedy indziej bardziej wyalienowany i osobny. Ten etap koncertu pokazał w pewnym sensie rewers brzmienia kIRka. Cecha dystynktywna – trąbka – została zanurzona nie w kontekście dusznych, industrialnych, dubowych bitów Bartnika i Kalinowskiego, tylko w muzyce będącej efektem tylko i wyłącznie wokalu, jego manipulacji i loopowania w czasie rzeczywistym.

WIDT+kIRk3

Początkowo wydawało mi się, że kIRk zagra samodzielnie, jednak WIDT pozostało na scenie, a 2/3 warszawskiego trio dołączyło do występu równie płynnie jak przedtem Dokalski. Brzmienie w tak poszerzonym do kwintetu składzie (nie zapominamy o znakomitych wizualizacjach), stało się w sposób naturalny bardziej złożone. Przede wszystkim muzyka zyskała pierwiastek rytmiczny za sprawą bitów, natomiast gramofony dodały całości ciepłą barwę i głębię. Poprzez gościnny udział WIDT koncertowe brzmienie kIRka stało się jeszcze bardziej hipnotyczne i otwarte formalnie, trochę jak podczas improwizowanych występów Mszy świętej w Altonie. W dalszym ciągu była to muzyka szalenie charakterystyczna, mroczny miejski dub odwołujący się do najlepszych dzieł illbientu, takich jak „Songs of A Dead Dreamer” DJ Spooky. Muzycy zachowując rytmiczny kręgosłup strukturalny przemycali do swej wypowiedzi więcej niż zwykle elementów noise’owych, a trąbka zdecydowanie częściej niż miało to miejsce w przeszłości przybierała odcienie abstrakcyjne i sonorystyczne niż melodyczne. Dzięki temu dźwięki płynące ze sceny stawały się jeszcze mniej oczywiste. Innym razem zamiast trąbki pojawiał się flet, który nadawał muzyce nieco folkowe zabarwienie. Swoją drogą warto pamiętać, że legendarne Kraftwerk postrzegało muzykę mechaniczną, proto-techno jako naturalne ogniwo rozwoju muzyki folk. W kiRku te dwa pierwiastki stylistyczne często zyskują nieoczywiste połączenie.  Właśnie w ostatniej części koncertu do głosu bardziej zaczął dochodzić techno bit, który świetnie podnosił temperaturę występu. Szczerze mówiąc zwiększyłbym trochę ilość podobnych mocnych uderzeń, które nadawały fajne kontrasty psychodelicznej osnowie całości.

Bardzo interesujący, audiowizualny wieczór. Dużą zaletą występu WIDT i kIRka było upięcie poszczególnych części programu w jedną spójną wypowiedź, która w każdej ze swych wariacji personalnych przynosiła nieco inne muzyczne odcienie i intensywne przesilenia. Koncert w sumie trwał ponad dwie godziny, o ile nie dwie i pół, co z jednej strony pozwoliło mocno zatopić się w dźwiękach, jednak od czasu do czasu zdarzały się momenty dłużyzn, które niepotrzebnie rozrzedzały i rozciągały w czasie fragmenty prawdziwie esencjonalne. Cóż, występ na żywo rządzi się swoimi prawami, a otwarte podejście do muzyki często przypomina błądzenie, intuicyjne odnajdowanie i wiązanie poszczególnych wątków. W przypadku WIDT i kIRka obserwowanie zarówno błądzenia, jak i odnajdywania potrafi być fascynujące. Obie formacje cechuje bardzo duża konsekwencja estetyczna i umiejętność prowadzenia klimatycznej, linearnej narracji, trochę w duchu romantycznym, pełnej tzw. „tajemniczości i grozy”. Dlatego właśnie spotkanie z tą muzyką na żywo jest doświadczeniem mocnym i wyjątkowym.

PS: Sporym niedopatrzeniem organizacyjnym był brak krzeseł, który dość mocno psuł komfort odbioru, szczególnie, że formułę koncertu określiłbym jako wybitnie siedzącą.

Krzysztof Wójcik (((ii)))