Tymczasem!

Rzut w przeszłość…

Wczorajszy dzień był w Warszawie wyjątkowo intensywny. W cieniu sparaliżowanego miasta przez wizytę prezydenta USA, odbywały się co najmniej cztery atrakcyjne wydarzenia muzyczne, zatem było w czym wybierać: koncert szwajcarskiego Defibrillatora z gościnnym udziałem Jerzego Mazzolla w Pardon To Tu, w Chmurach hardcore punkowe Condominium, w Eufemii Impro Miting z Daanem Nedergaardem, duńskim free trębaczem, wreszcie Mikołaj Trzaska w Klubie Kultury Saska Kępa na minikoncercie i minispotkaniu. Z ostatniego eventu w najbliższym czasie relacja słowno-zdjęciowa.

Rzut w przyszłość…

Nadchodzące dni nie zwiastują specjalnego spadku tempa. Dziś Impro Miting w Eufemii (Łukasz Kacperczyk, Mateusz Wysocki), jutro o publiczność zawalczy Pardon To Tu (Hailu Mergia, Tony Buck, Mike Majkowski) i żoliborska kawiarnia Fawory (Olgierd Dokalski, Antonina Nowacka). Początek tygodnia pod znakiem Jozefa van Wissema w PTT, choć warto 10.06 zdezerterować na rzecz koncertu duetu Ryszard Latecki/Mark Tokar w prawobrzeżnych Chmurach.

Na osłodę wpisu zapraszam bo obejrzenia wyjątkowego improwizowanego performance’u w wykonaniu saksofonowych gigantów Skandynawii: Martina Küchena i Matsa Gustafssona.

 

Krzysztof Wójcik

Reklamy

Masecki i Moretti w Klubie Kultury Saska Kępa na Dzień Dziecka!

 

CAM00536

Saska Kępa jest miejscem o niezwykłym uroku. Przedwojenna, modernistyczna architektura, gęstwina zieleni, klimat spokojny, sielski, bardziej zawiesisty, zwolniony w stosunku do lewobrzeżnej Warszawy. Od pewnego czasu mieszkańcy tych okolic dysponują naprawdę imponującą „placówką kulturalną”, mianowicie Klubem Kultury Saska Kępa. Wielopoziomowy budynek usytuowany przy rozwidleniu ulicy Paryskiej, stanowi niesłychanie dogodne miejsce do realizacji szerokiego spektrum inicjatyw artystycznych, a przy okazji pełni funkcję integrującą i animującą lokalną społeczność. Ostatnimi czasy coraz częściej KKSK organizuje koncerty muzyki niezależnej, dlatego Brukselska 23 niewątpliwie stanie się adresem, pod który zaglądać będę z większą regularnością.

Występ duetu Antykrystyna miał być moim pierwszym koncertem na dachu, z czego zdałem sobie sprawę już na nim będąc. Podobna okoliczność jest wręcz mityczna, a już w szczególności dla zagorzałego fana The Beatles – pod tym względem był to dla mnie prawdziwy Dzień Dziecka. KKSK wyposażony jest w imponującą przestrzeń koncertową ulokowaną na dachu, z którego rozciąga się malownicza panorama okolicy, a muzycy mogą korzystać z dobrodziejstw otwartej przestrzeni – naturalnego światła słonecznego, świeżego powietrza, ale też z chłodu czerwcowego popołudnia. Szczęśliwie obyło się bez deszczu. Marcin Masecki i Macio Moretti są już właściwie ikonami warszawskiej sceny, artystami, którzy w znakomitym stopniu przyczynili się do animacji muzyki niezależnej, choć może bardziej nawet – niezależnego myślenia o muzyce. Nie tylko w skali Warszawy, a w skali kraju. Obaj artyści stanowią trzon środowiska twórczego, skupionego wokół wytwórni Lado ABC, która w tym roku świętuje dekadę działalności (sto lat!). Strategia estetyczna, którą Moretti z Maseckim od lat wykorzystują, opiera się w dużej mierze na zabawie przeróżnymi stylistykami muzycznymi, traktowaniem ich z dziecięcą kreatywnością i pomysłowością nieznającą kompromisu. Czego chcieć więcej w Dzień Dziecka?

CAM00544

Koncert, co łatwo można było przewidzieć, przybrał formę spontanicznego jam session, podczas którego muzycy z typową sobie swobodą zapuszczali się w najdalsze rejony eksperymentalnej kakofonii. Kto przyszedł na recital pianina i perkusji musiał być zaskoczony, choć nie wydaje mi się, by na dachu KKSK było wielu nieprzygotowanych słuchaczy. Masecki na trzech klawiaturach tworzył dźwięki nieortodoksyjne, choć niekiedy brzmiące jak spod ręki szalonego kościelnego organisty. Innym razem przypominały melodyjki ze starych gier Nintendo, by za chwilę przemienić się w melancholijne miniatury, których nie powstydziłby się Erik Satie. Pianista zadbał o typowe dla siebie sceniczne emploi, na które tym razem składały się kapcie, czapka i czerwony pled owinięty na lędźwiach, jako ochrona przed zaziębieniem. Wszak szczególnie Polacy po doświadczeniu Chopina powinni wiedzieć, jak kruche i delikatne jest zdrowie muzyka-pianisty. Wizerunek Maseckiego zwykle koresponduje z jego muzyką, nie inaczej było tym razem. Dźwięki nieokrzesane, frywolne dalekie były od jakiejkolwiek sprecyzowanej formy, paradoksalnie stwarzając nową, oryginalną meta-formę. Można jej przypisać roboczą nazwę groteski-pianistycznej. Groteska jest tak specyficzną dziedziną, że powierzchownie bawi, sieje konsternację, lecz po głębszym zastanowieniu odkrywa drugie dno, często niepozbawione przewrotnego geniuszu, metody w szaleństwie. Tak właśnie odbieram estetykę, której reprezentantem jest Masecki. Ilekroć zdarza mi się go słuchać, nawet jak gra nosem, co na dachu również miało miejsce, upewniam się, że to jeden z najciekawszych pianistów, jakich znam, a jego wystudiowana bezstylistyczność ma w sobie coś ze znaku czasu. Artystą podobnie eklektycznym i żonglującym muzycznymi środkami wyrazu jest Macio Moretti, który w KKSK oprócz obsługiwania zestawu perkusyjnego wytwarzał różnego rodzaju elektroniczne efekty specjalne. Połączenie akustycznego bitu z syntezatorowymi preparacjami stanowiło bardzo dobre towarzystwo dla nieokrzesanych popisów Maseckiego. Moretti kilkukrotnie tworzył zdumiewające soniczne motywy, które zbliżały muzykę duetu bardziej w stronę noise’u, czy koślawego drum’n’bassu’u. Co ciekawa występ Antykrystyny można z powodzeniem nazwać swobodną improwizacją, jednak nie było w niej za grosz jazzowego odcienia (a nawet jeśli był, to tonął w ferii innych barw). Dzięki temu muzyka była nieprzewidywalna, lekka, chaotyczna, kakofoniczna, intrygująca, choć czasami grzęznąca w ślepych uliczkach, których jednak artyści niespecjalnie się bali. Wspólnym mianownikiem występu była przede wszystkim spontaniczność i dobra zabawa, a na ich styku wydarzały się dźwięki mniej lub bardziej interesujące. Dla mnie przede wszystkim był to proces, uczestnictwo w ciekawym eksperymencie pozbawionym zadęcia. I w zasadzie właśnie tego po tym koncercie oczekiwałem.

saska macio 1 saska macio 2

W trakcie bisu duet poszerzył się do formatu trio za sprawą Morettiego Juniora, który oszczędną, lecz precyzyjną i trafiającą w punkt rytmiką wspomógł ojca na perkusji. Swoją drogą nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek słuchał tego instrumentu na żywo w wersji na cztery ręce… Bez wątpienia zakończenie godne Dnia Dziecka!

Żywię szczerą nadzieję, że podobnych muzycznych inicjatyw w KKSK będzie coraz więcej, bo miejsce ma ku temu znakomite warunki zarówno pod względem infrastruktury, jak i malowniczego usytuowania. Warszawie, nie tylko prawobrzeżnej, takie kluby kultury są po prostu bardzo potrzebne. A poza tym powiedzmy sobie szczerze: czy jest ktoś, kto nie chciałby zagrać na dachu?

Krzysztof Wójcik

 

PS: Ostatnie dwa zdjęcia copyright Marcin Marchwiński. Dzięki!