LADO w mieście: LXMP i Profesjonalezy na Placu Zabaw

CAM00649

Pierwszy dzień trzeciego śród-tygodniowego weekendu fetowania 10-lecia Lado ABC niefortunnie zbiegł się z meczem przy Łazienkowskiej, co mogło przysporzyć podróżującym dodatkowego dreszczyku emocji (również z racji kiepawego wyniku). Choć w programie Placu Zabaw na 16.07 figurowały teoretycznie dwa zespoły, to ostatecznie hybrydyczni Profesjonalezi objawili się w dwóch odsłonach przerwanych uroczym skitem z Bee Gees’ów. Było to moje pierwsze Lado w tym roku na Placu Zabaw – wcześniej byłem jedynie na inauguracji w Kulturalnej – i przyznać muszę, że okoliczności koncertów plenerowych znacznie lepiej pasują do luźnego charakteru imprezy, na którą przychodzimy głównie żeby zobaczyć składy już nam (zwykle) znane, cofnąć się w czasie, powspominać, dobrze się bawić. Tak też było w środę, choć nie bez niespodzianek!

LXMP zaczęło wieczór od nietypowego eksperymentu formalnego. Macio Moretti z Piotrem Zabrodzkim postanowili usytuować własną scenę za barem, pozbawiając tym samym zgromadzoną publiczność dostępu do płynów. Wyczyn o znamionach terrorystycznych w warunkach warszawskich upałów, pozwolił sfokusować uwagę na meritum – muzyce, która w przypadku duetu działa nie gorzej jak napoje wyskokowe. Zabrodzki na dwóch klawiaturach syntezatorów, Moretti na syntezatorze i perkusji są w stanie wyczarować dźwięki z pogranicza funku, drum’n’bassu, disco, fusion (i wielu innych…), po czym zgnieść je w kanciastą pigułę, w zwariowany, nakręcony, psychodeliczny trip. Chciałbym kiedyś zobaczyć jak LXMP gra na żywo muzykę do jakiegoś starego filmu sci-fi klas dalszych niż „B”, na przykład do „Planu 9 z kosmosu”, albo „Milczącej gwiazdy”, chociaż z drugiej strony „Pan Kleks” też mógłby ciekawie zadziałać… Moretti i Zabrodzki grają umyślnie koślawo, w czym są oprócz metody, duże umiejętności techniczne i muzyczna wyobraźnia. Erudycyjna zabawa kosmicznym brzmieniem na wysokim poziomie, przypominającym nieco wydawnictwa z Planet Mu. Nie słucham dużo takiej muzyki na co dzień, jednak na koncercie sprawdza się fantastycznie. Duet wspomagał na konsolecie co jakiś czas DJ Lenar, co prawdopodobnie zadziałało jak dodatkowy katalizator dziwacznego, intrygującego chaosu brzmienia LXMP.

IMG_20140716_223728

Profesjonalezy okazały się oczywiście Profesjonalizmem i Polonezami, chociaż do samego końca miałem nadzieję, że Marcin Masecki dokona jakiejś fuzji, drobnej rewolucji, niespodzianki – na przykład składy zamienią się materiałem, który sam mógłby zostać przearanżowany itp. Cokolwiek. Ogólnie rzecz biorąc spodziewałem się muzycznej odpowiedzi na obiecująco dziwaczną nazwę. Ostatecznie obyło się bez podobnych eksperymentów i po prostu najpierw zagrał sekstet Profesjonalizm, potem na scenę w błękitnych marynarkach wyszły Polonezy. Oba występy pod względem formy były niespodziewanie aż zdyscyplinowane. Składy odegrały kolejno materiał z płyt „Chopin, Chopin, Chopin” i „Polonezy”, swego rodzaju bisem można określić odegranie hymnu Polski pod batutą Marcina Maseckiego. Czy zawężenie koncertów jedynie do stosunkowo wiernego odegrania programów okazało się zaletą?

profesjonalizm

 Trudno powiedzieć. Profesjonalizm uważam osobiście za jeden z najjaśniejszych momentów w karierze Maseckiego. Dużą zaletą było to, że na płycie sprzed trzech lat zjawiskowy, oryginalny styl kompozytorski warszawskiego pianisty, znalazł wsparcie w fantastycznie zgranym i zdyscyplinowanym zespole, w którym umiejętności każdego z muzyków (Jerzy Rogiewicz, Tomasz Duda, Michał Górczyński, Piotr Domagalski, Kamil Szuszkiewicz) zostały zogniskowane na właściwe im tory. Materiał po latach Profesjonalizm zagrał z dużą swobodą – nikomu nie potrzebne były nuty, a mimo tego kompozycje odwzorowywane były niczym precyzyjne kalki oryginałów znanych z albumu. Utwory z „Chopin, Chopin, Chopin” są na tyle ciekawie zniuansowanymi, dobrze skomponowanymi strukturami, że wręcz nie wymagają improwizacji, czy zbędnego kombinowania. Choć widziałem już sekstet wielokrotnie, to w dalszym ciągiem słucham go z niemal niesłabnącym entuzjazmem. Mam dużą nadzieję, że muzycy wydadzą jeszcze jakąś muzykę właśnie jako sekstet.

Przy setach LXMP i Profesjonalizmu, Polonezy – którym przypadła rola ukoronowania wieczoru – wypadły chyba najsłabiej, lecz nie słabo. Być może gdyby orkiestra rozpoczynała koncerty, to jej wydźwięk byłby lepszy… Nie wiadomo. Pomijając gdybania, program obejmujący „paszportową” płytę trochę przytłoczył wieczór swoim jednak dość złożonym ciężarem gatunkowym. Zawsze traktowałem „Polonezy”, jako pozycję wymagająca dość dużego skupienia i pod tym względem – paradoksalnie – nieco sztywną. Nie jest to oczywiście wada, ale w sytuacji grania jako trzeci zespół wieczoru – trochę brak zalety. Mimo, że słuchało mi się Polonezów dobrze, to nie udało mi się w tę muzykę bardziej zaangażować. Być może minął już urok jej pierwszego doświadczenia? Miałem wrażenie, że muzycy grają z trochę nazbyt wymuszoną dyscypliną, a w muzykę zespołu wkradł się bardziej żywiołowy, chaotyczny flow niestety dopiero pod koniec występu. Zwieńczenie w postaci big bandowej wersji polskiego hymnu wypadło aż nadspodziewanie interesująco i luźno.

CAM00644

Tak zakończył się piąty dzień tegorocznej, wyjątkowej edycji festiwalu „LADO w mieście”, który kompleksowo udowadnia jak bardzo różnorodna, a zarazem spójna jest artystyczna propozycja ludzi od 10 lat związanych z Lado ABC. Jeżeli ktoś chce w trybie instant zapoznać się z twórczością jednych z ciekawszych polskich twórców muzyki niezależnej XXI wieku, ten powinien spędzać środy i czwartki właśnie na Placu Zabaw (bądź w Pałacu Kultury w razie pluchy).

Dekada działalności to dobry moment na podsumowania, wspominania, cofanie się pamięcią do przeszłości, a także nazywanie zamkniętych etapów. Można sobie pozwolić na odrobinę dobrego patosu. Lado ABC jako zjawisko w polskim pejzażu muzycznym ostatnich 10 lat zapisało wiele złotych kart i z pewnością jeszcze zapisze. Trzymam kciuki i mam szczerą nadzieję, że w kolejnych latach Lado ABC przyniesie słuchaczom równie dużo świetnej muzyki. Najlepszego!

 

Tekst: Krzysztof Wójcik

Zdjęcia Marcin Marchwiński (2,3), Krzysztof Wójcik (1,4)

Reklamy