Patrick Higgins w Cafe Kulturalna

Co skłoniło mnie by pójść na koncert Patricka Higginsa? Zespół ZS, w którym muzyk od ostatniej płyty „XE” (bandcamp) pełni dosyć doniosłą rolę (zagrał na gitarze, wyprodukował i zmiksował cały materiał). Poza tym Higgins określany jest przez niektórych piszących mianem „ikony sceny eksperymentalnej”… Cóż, z całym szacunkiem dla Patricka, to chyba jednak przesada i myślę, że sam zainteresowany uderzyłby się tutaj w pierś. Niemniej solowy występ muzyka w Warszawie, ogłoszony właściwie w trybie last minute, zapowiadał się jako koncertowa gratka.

Higgins serdecznie przywitał relatywnie liczne audytorium i zaprosił do słuchania, zaznaczając pół żartem (lub nawet całkowicie żartem), że „to wszystko będą piosenki o miłości”. Jeśli faktycznie tak było, to muzyk ewidentnie zapragnął opowiedzieć o miłości trudnej, surowej i pokomplikowanej na każdym niemal kroku (bywa i tak).

Chyba nikt z przybyłych nie spodziewał się usłyszeć od Higginsa muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej, ale sądzę, że artysta mimo wszystko lekko skonfundował audytorium radykalizmem dźwięków. Gdybym nie widział, że Higgins ma w rękach gitarę, to bardzo trudno byłoby wywnioskować, że właśnie z niej wyczarowuje kakofoniczne kaskady, chaotyczne erupcje elektronicznie brzmiących noise’ów, w których następnie delikatnie zarysowywał szkic, schemat, pozwalający słuchaczowi na chociażby minimalne pozostanie w strefie poznawczego komfortu. Wyprowadzenie z owego komfortu muzyk podejmował jednak nieustannie i po początkowym wrażeniu dezorientacji, można było docenić: 1) kunszt z jakim Higgins panował nad dźwiękiem, 2) bezkompromisowość, 3) oryginalność wymagającą od słuchacza dużej otwartości. To wszystko razem wzięte, w sytuacji koncertowej, dało efekt być może nie porywający, nie urzekający, lecz bez dwóch zdań imponujący. Występ nie trwał dłużej niż 50 minut i była to porcja w sam raz jak na muzykę o takim natężeniu nietypowości i złożoności. Było warto – chociaż to przygoda, którą z pewnością zapamiętam, ale niekoniecznie miałbym gigantyczną ochotę powtarzać. Liczę wciąż na to, że następnym razem zobaczę Higginsa wraz z kolegami z ZS.

PS: Tymczasem już 17 grudnia, również w Cafe Kulturalna, zagra kolega Higginsa z ZS, perkusista Greg Fox (wydarzenie na fb).

Krzysztof Wójcik (((ii)))

Reklamy