Lado na Wsi #3: Cierliński – Szamburski – Domagalski // Jurkiewicz – Kozieł

Jak mawiają do trzech razy sztuka… W końcu udało mi się dotrzeć na trzecią odsłonę nowego, plenerowego cyklu koncertowego, organizowanego przez muzyków Lado ABC na warszawskim Jazdowie w każdą środę. Występy w założeniu zwięzłe i kameralne odbywają się pośród trawy i listowia, w świetle dogasającego słońca, a w późniejszej kolejności przy świecach/lampionach. Cóż, dawno nie słuchałem muzyki w tak pięknych, spokojnych i klimatycznych okolicznościach.

To, że jeszcze jakiś czas temu osiedle domków fińskich na tyłach parku Ujazdowskiego chciano usunąć ze względu na ich „niereprezentatywny charakter” poczytuję za skandal (swoją droga doskonale wpisujący się w poronioną stołeczną politykę urbanistyczną). Zniszczenie tak unikalnego kawałka miasta – niemalże wiejskiej, sielskiej i zacisznej enklawy w centrum dużej europejskiej stolicy – byłoby zbrodnią niewybaczalną. Osiedle Jazdów to miejsce wyjątkowe na mapie Warszawy, z którego miasto powinno być dumne. Koncerty organizowane pod adresem Jazdów 7/14, to jedna z wielu inicjatyw kulturalnych, które w ostatnim czasie znalazły wśród fińskich domków bezpieczną przystań – miejmy nadzieję na jak najdłużej.

Maciej Cierliński & Paweł Szamburski

Wieczór rozpoczął występ duetu Pawła Szamburskiego (klarnet) i Macieja Cierlińskiego (lira korbowa). Koncert opierał się o ludowe melodie, które muzycy kreatywnie i luźno reinterpretowali. Połączenie klarnetu i liry korbowej okazało się doskonałym posunięciem. Dronowe, nieco bzyczące brzmienie, dźwięki jednostajne i transowe wydawane przez lirę, stanowiły gęste, niebanalne tło dla meandrycznych i skupionych solówek klarnetowych. Panowie świetnie kontrolowali dramaturgię występu, kolejne jego części rozwijali w sposób sprzyjający pełnemu „wejściu”, zaangażowaniu się w graną muzykę, której charakter dodatkowo podkreślił (i podkręcił) wiejski, naturalny kontekst miejsca.

W drugiej części dołączył do duetu Piotr Domagalski (najpierw na barabanie, później na kontrabasie). Tak poszerzony skład zyskiwał dodatkowe możliwości brzmieniowe. Domagalski, grając smyczkiem stabilne, powolne frazy, odciążył nieco lirę Cierlińskiego, który mógł dzięki temu wchodzić w bardziej zniuansowane dialogi z Szamburskim. Całość zyskiwała momentami bliskowschodniego, mistycznego wymiaru. A może po prostu polska muzyka folkowa ma w sobie ten nieuchwytny transowy, bliskowschodni pierwiastek? Trio na koniec zagrało ciekawą wersję kujawiaka, wtłaczając w starą, ludową formę muzyczną nowe życie. Fantastyczny koncert, właściwie bez słabych punktów. Mógłby być spokojnie nagrany i wydany. Chociaż oczywiście na żywo taka muzyka sprawdza się najlepiej. Chętnie zobaczył/usłyszałbym ten skład ponownie.

Anna Jurkiewicz & Olga Kozieł

W ogóle nie wiedziałem czego się spodziewać po kolejnym występie duetu wokalnego Sekunda Mała (Anna Jurkiewicz i Olga Kozieł). I bardzo lubię tego typu niespodzianki. Artystki zaśpiewały dwu i jednogłosowe bałkańskie pieśni ludowe, wykonały je pośród publiczności zgromadzonej na działce, w pełnej ciszy, przy świetle lampionów, bez akompaniamentu. Śpiewały unisono, białym głosem, z tymi wszystkimi niewielkimi acz znaczącymi odchyleniami, dzięki którym całość brzmi tak niesamowicie, pierwotnie, mocno. Występ trwał nie dłużej jak pół godziny, ale wywarł na mnie potężne wrażenie. W dodatku doskonale dopełnił pierwszą, instrumentalną część wieczoru. Na sam koniec zagrał jeszcze Dj Lenar, ale już niestety musiałem się zbierać.

W plenerze, jak wiadomo, atmosfera to czynnik arcyważny. Na Jazdowie jest swobodnie, spokojnie i sielsko. Nawet gdy w pewnym momencie programowo kameralne koncerty przyciągnęły grubo ponad 100-osobowe audytorium. Magnes: klimat wiejski, świetni artyści i rodzaj muzycznej chłopomanii.

Pamiętajcie więc o wakacyjnych środach na Jazdowie 7/14. Już w najbliższą (27.07) wystąpią: Joanna Halszka Sokołowska, Bartek Tyciński, Hubert Zemler, Dj Lenar.

Krzysztof Wójcik (((ii)))

Reklamy

LOMI LOMI – koncertowy „Heroizm woli” w Pardon To Tu

LomiLomi1

Pamiętam jak usłyszałem w zeszłym roku utwór „halo halo halo halo” ozdobiony oldskulowym, psychodelicznym teledyskiem (klik). Pomyślałem – osobliwość, chwytliwy kawałek nasączony tęgim absurdem i dzięki niemu wymykający się pretensjonalności, która zawsze się czai na wszelkie przejawy „zabawnego piosenkopisarstwa”. Trochę obawiałem się, że Lomi Lomi na płycie przeszarżuje z żartobliwością.

Jednak gdy przesłuchałem „Heroizm woli” okazało się, że śpiewane (?) piosenki (?) to zaledwie 1/3 albumu, a reszta to utwory instrumentalne. Całość bazuje na dobrze zaaranżowanych, w gruncie rzeczy prostych numerach, które gładko wsączają się w uszy lekko psychodelicznym, lekko folkowym odczynem. Muzyka oparta jest na dobrze rozbujanej, acz stabilnej i powściągliwej sekcji rytmicznej (Artur Lipiński, Krzysztof Cybulski), którą świetnie ubarwiają z jednej strony pląsające cymbały Mateusza Szemraja, z drugiej dość manzarkowe klawisze lidera Piotra Domagalskiego (czasami aż głowa zaczyna się kręcić w te i we w te). Niekiedy pojawia si też kornet i gitara akustyczna. Utwory stoją bridżami, a ich pozornie naiwna, lekka estetyka stanowi w gruncie rzeczy największą siłę muzyki Lomi Lomi. Zresztą znając inne dokonania członków grupy (chociażby impro-jazzowe Levity, w którym grał Domagalski, elektroakustyczne kompozycje Cybulskiego, folkowe składy Szemraja), wiadomo, że ta prostota absolutnie nie wynika z dyletantyzmu, tylko jest świadomie podjętą konwencją.  „Heroizm woli” zarówno w wersji albumowej, jak i na koncercie „robi dobrze” uszom, to ten rodzaj inteligentnej i niebanalnej przystępności, który bardzo mi odpowiada. I pod tym względem występ w Pardon To Tu spełnił w zupełności moje oczekiwania, a nawet je przerósł (pojawiło się trochę nowych, obiecujących utworów). Radosne brzmienie Lomi Lomi przypomina odrobinę pierwszy album Pink Floyd wypełniony uproszczonymi, acz genialnymi utworami Syda Barretta. Bardzo przyjemne, spontaniczne doświadczenie koncertowe, dało się poczuć wiosnę.

Dobrze, że Pardon To Tu urozmaica program takimi nietypowymi ciekawostkami. Jak mawiał klasyk: awangarda nie musi być smutna. Nie zawsze też musi być przekombinowana i słuchana na kolanach. Może mieć popowy potencjał. Ja na Lomi Lomi podrygiwałem i nie czułem by była to „winna przyjemność”. Jakby się tak zastanowić, to niewiele polskich zespołów gra taką muzykę… Liczę, że kwartetowi starczy heroizmu woli na kolejny album. Taki skład jest w stanie nie jednym zaskoczyć.

Krzysztof Wójcik (((ii)))