Rodrigo Amado Motion Trio + Peter Evans w Pardon To Tu

Amado Motion Trio + Evans 2

Są koncerty pozostawiające recenzenta w impasie niepohamowanego entuzjazmu. Tak, to był jeden z nich. Muzykiem, który ma wszelkie predyspozycje do generowania podobnych reakcji jest Peter Evans. Trębacz-zjawisko, posługujący się instrumentem z taką łatwością, jakby był on integralną częścią ciała. Największą siłę rażenia Evans objawia właśnie w sytuacji występu na żywo. Podczas czwartkowego wieczoru w Pardon To Tu Amerykanin był gościem znakomitego zespołu Rodrigo Amado Motion Trio. I choć wszystkie znaki na niebie i ziemi zwiastowały, że trębacz skradnie Portugalczykom występ, to wcale tak się nie stało, co świadczy jedynie o dużej klasie zarówno Evansa, jak i samego Motion Trio. Tego wieczoru wszyscy artyści obecni na scenie zaprezentowali możliwości najwyższej próby, funkcjonując niczym jeden cholernie sprawny i nieprzewidywalny mechanizm.

W tym koncercie było coś bezlitosnego. Muzycy operowali językiem współczesnego free jazzu z prawdziwą maestrią, prowadząc wypowiedź niemalże nieustannie na najwyższych obrotach, nie pozwalając sobie (i słuchaczom) na choćby chwilę wytchnienia. Momentów wolniejszych, nie mówiąc już o spokojnych, było naprawdę bardzo niewiele, a sama zasadnicza część występu trwała półtorej godziny. Ze sceny spływał nieustanny, rwący potok dźwięków, które były pewne siebie w stopniu graniczącym z bezczelnością. Jednocześnie nie był to bełkot, nie czułem monotonii. Widmo przegadania, przekombinowania, przefajnowania stanowi chyba największe zagrożenie dla koncertu, w którym wodze ekspresji zostają popuszczone w sposób tak swobodny. Kto w zasadzie dzierżył lejce? Kto to kontrolował? Ciężko powiedzieć – energia oscylowała non stop pomiędzy wszystkimi narratorami tej opowieści, nawet gdy wycofywali się na dalszy plan.

Mira_Evans_Amado2

Właśnie z dalszego planu rozpoczął występ Peter Evans, który zabrał głos dopiero po pewnym czasie, w sumie jak na gościa przystało. Był to już trzeci występ trębacza na scenie Pardon To Tu po spektakularnym solo (klik) i monumentalnym koncercie z własnym kwintetem (klik). Kto wie, czy właśnie rola „muzyka  bonusowego”, po części zwolnionego z ciągnięcia występu, nie była dla niego tą, w której mógł się pokazać z najciekawszej, najbardziej elastycznej strony. Rozpędzone frazy free (obficie wykorzystujące circular breathing) sąsiadowały ze znakami firmowymi artysty, takimi jak: dudniące, niskie, wręcz drone’owe „pożeranie mikrofonu trąbką”, zabawy perkusyjnymi możliwościami i sonorystyką instrumentu. Gra Amerykanina doskonale wpisywała się w poetykę tria i nie przytłaczała wirtuozerią reszty zespołu. Rodrigo Amado jest saksofonistą stosunkowo zrównoważonym, budującym wypowiedź intensywną niespiesznie, ale dosadnie i konsekwentnie. Przy okazji ma dużą wrażliwość melodyczną, dla której bardziej szalone i dynamiczne artykulacje Evansa były znakomitym kontrapunktem. Niskie brzmienie tenoru Amado i przeszywające frazy trąbki działały na zasadzie synergii. Artyści wpływali na siebie zdecydowanie stymulująco i nawet sporadyczne, dęte „walki na przechwałki” miały cechy pasjonującej wymiany zdań.

Gabriel Ferrandini

Gabriel Ferrandini jako fundament rytmiczny składu zrobił na mnie chyba jeszcze większe wrażenie niż podczas koncertu RED Trio w CSW przed dwoma tygodniami (klik). Świetny timing i stopniowanie dramaturgii. Perkusista siedzi na specyficznym wysokim stołku, dzięki czemu dominuje nad zestawem, co przekłada się na bardzo mocne, energetyczne brzmienie (to w sumie moja hipoteza…). Wiolonczelista Miguel Mira płynnie przechodził od czysto rytmicznej gry palcami do przenikliwych fraz budowanych smyczkiem, które śmiało wdzierały się między dęciaki. Nie potrafię powiedzieć czy większe wrażenie zrobiły na mnie fragmenty grane przez kwartet kolektywnie czy w podgrupach, ponieważ jedne bez drugich nie miałyby swojej siły. Aż ciężko uwierzyć, że to był pierwszy wieczór wspólnej trasy.

Co tu dużo pisać – to był naprawdę znakomity, porywający koncert. I chyba najlepszy free jazz, jaki słyszałem w tym roku na scenie Pardon To Tu. Zobaczyć na żywo w odstępie tygodnia Nate’a Wooley’a (klik) i Petera Evansa, jednych z najciekawszych amerykańskich trębaczy młodego pokolenia, to duża rzecz. Naprawdę duża.

więcej zdjęć/more photos

Krzysztof Wójcik (((ii)))

Reklamy